🍆 Nie Wierze W Kościół

Dlatego wierzę w Kościół Chrystusowy – powiedział bp Szkudło. – Zasłona Przybytku rozdziera się. Ziemię ogarnia ciemność. Tak miało być. I tak ma być. Bo my – wracamy do życia, które się już nigdy nie skończy – przypomniał zebranym. Po zakończonej liturgii Wielkiego Piątku rozpoczęła się adoracja przy Bożym
Wierze w boga, a nie w kosciol. Autor Wiadomość Wierze w boga, a nie w kosciol. Spotkalem ostatnio interesujaca osobe. Mlody niemiec, kurcze chlopak inteligentny az milo, stypendysta, robi master z microsystems. Wierzacy, krzyz na szyi... raz siedlismy do flaszeczki i tak ogolnie zeszlismy na tematy wiary. Powiedzial mi cos takiego: "Wiesz co? Ja postepuje wg bibli. Czytam ja codziennie, wiara w boga daje mi sile. Tylko nigdy nie moglem sie doczytac, gdzie w bibli jest napsiane ze mamy sie sluchac tego tworu, jakim jest kosciol jako instytucja. Biblia sama w sobie mowi mi jak zyc, nie potrzebuje jeszcze tysiecy ludzi narzucacjach mi swoje interpretacje i odczucia. Jest papiez, nastepca swietego piotra i to jest w bibli... ale cala ta reszta?". W sumie spodobalo mi sie to... powiedzcie mi, wierzacy, jak na to patrzec? Crosis Musze nadmienic, ze gdybysmy wszyscy mieli w sobie tyle dobra i zyczliwosci do innych, co Heiko, swiat bylby o wiele piekniejszy. Kryzys Pt lip 29, 2005 21:59 1KOR13 Dołączył(a): Pt mar 25, 2005 15:52Posty: 586 Jak na to patrzeć to ja Crosisie niestety nie powiem, ponieważ nie możesz patrzeć na sprawę inaczej, jak tylko z własnej perspektywy. Tobie się takie podejście podoba, mi raczej niekoniecznie... Cóż, uważam, że ta sama Biblia na którą się powołuje Twój kolega stwierdza coś zupełnie innego. Kwestia interpretacji . Pozdrawiam, 1KOR13 Pt lip 29, 2005 22:02 Anonim (konto usunięte) No wlasnie, kwestia interpretacji. Ale z drugiej strony, nie lamie on zadnego nakazu jaki jest w bibli. To mnie zastanawia... jak to zostanie "osadzone". Czy zyjac dobrze, a wierzac tak jak on, bedzie on z innymi zrownany na sadzie ostatecznym? Uznaje slowa papieza itd, ale na tym to sie u niego konczy. Poza tym jednak, jesli on Ci tego sam nie powie, wezmiesz go za wzorowego katolika. Crosis Pt lip 29, 2005 22:05 1KOR13 Dołączył(a): Pt mar 25, 2005 15:52Posty: 586 Cytuj: Czy zyjac dobrze, a wierzac tak jak on, bedzie on z innymi zrownany na sadzie ostatecznym? A czemu miałby nie być zrównany? Nie mnie kogokolwiek osądzać. Nie widzę jednak powodu, dla którego z niewiary w Kościól miałoby wynikać potępienie... Kościół jest pomocą w drodze do zbawienia, ale nie jest koniecznością, bowiem liczne pierwiastki uświęcenia znajdują się także poza Kościołem katolickim (konstytucja Lumen gentium )... Pt lip 29, 2005 22:11 meritus Dołączył(a): Cz sie 05, 2004 17:05Posty: 1914 Jezus o tych, których powołał: Cytuj:Łk 10:1616. Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie do św. Piotra:Cytuj:Mt 16:18-19Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w Paweł:Cytuj:Ef 3:10-11Przez to teraz wieloraka w przejawach mądrość Boga poprzez Kościół stanie się jawna Zwierzchnościom i Władzom na wyżynach niebieskich - zgodnie z planem wieków, jaki powziął [Bóg] w Chrystusie Jezusie, Panu 5:25-27Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i Kor 3:17Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście. Pt lip 29, 2005 22:34 Andr2ej Dołączył(a): N lip 10, 2005 15:26Posty: 381 Uważam że każdy otwarty na Pismo Święte i poszukujący prawdy wcześniej czy później powinien dojść do tego iż Chrystus chciał założyć i założył Swój Kościół. Obiecał nam także Swoją obecność w nim, opiekę i prowadzenie. Bez kościoła i jego mądrości każdy interpretowałby sobie Biblię tak jak mu pasuje. Pod swój egoizm. Kościól stawia wymagania bo świętość to ciągłą praca nad sobą. Niestety wielu się to nie podoba. Wciąż chcieliby po swojemu czyli na skróty. PS. Zawsze prz takiej okazji przypominam historię Edyty Stein, żydówki, która zgłębiając filozofie odkryła jaka jest prawda. To odkrycie całkowicie odmieniło jej życie. Nawróciła się na katolicyzm i wstapiła do zakonu. _________________Bóg - jest miłością Jeżeli zło nie jest napiętnowane rozzuchwala się. Pt lip 29, 2005 22:39 Xenotym Dołączył(a): So kwi 23, 2005 17:37Posty: 820 Re: Wierze w boga, a nie w kosciol. Crosis napisał(a):"Wiesz co? Ja postepuje wg bibli. Czytam ja codziennie, wiara w boga daje mi sile. Tylko nigdy nie moglem sie doczytac, gdzie w bibli jest napsiane ze mamy sie sluchac tego tworu, jakim jest kosciol jako instytucja. Przekaż w moim imieniu (ups... katolika niepraktykującego), że Twój sympatyczny kolega.. nigdy by Biblii nie przeczytał gdyby nie było kościoła (no chyba, że byłby historykiem wyspecjalizowanym w mitologii wczesnochrześcijańskiej) _________________To beer, or not to beer? This is a question. Pt lip 29, 2005 23:07 Anonim (konto usunięte) Widzisz, tylko patrzac na niego, on nie wydaje sie isc na skroty. Poza tym kosciol uznaje, ale bardziej w roli wsparcia, niz interpretatora. Jak to sie wyrazil, kosciol chrystusowy tworza ludzie w modlitwie. jest nastepca piotra i jego kaplani, ale tego zrobilo sie za duzo. Za duzo wg niego zrobilo sie encyklik, zbyt wiele zaczeto "dokladac" do ogolnej wiary w imie pewnych interpretacji. Sam nie wiem, ale jako dla ateisty ma to dla mnie sens. Nie wyklucza on roli kosciola, ale bardziej uznaje go za wspolnote niz organizacje o takim wygladzie jak teraz. Wg niego glowne prawdy w bibli sa takie, aby kazdy mogl je wg swojego sumienia interpretowac i stosowac, a wyniki osadzi bog. Sam jednak powiedzial: pewne rzeczy sa tak oczywiste, ze nie wymagaja interpretacji. Crosis Pt lip 29, 2005 23:10 Anonim (konto usunięte) Xenotym, powiedzialem ze on nie neguje kosciola jako wspolnoty... ale uwaza, ze za daleko posunal sie w sensie biurokratycznymi formalnym. Crosis Pt lip 29, 2005 23:11 Xenotym Dołączył(a): So kwi 23, 2005 17:37Posty: 820 Crosis napisał(a):Xenotym, powiedzialem ze on nie neguje kosciola jako wspolnoty... ale uwaza, ze za daleko posunal sie w sensie biurokratycznymi formalnym. Crosis Doskonale to rozumiem i doskonale się z tym nie zgadzam... sam się zastanawiałem, dlaczego Papież obecny i poprzedni nie unowocześnili Kościoła, nie złagodzili doktryny. I po jakimś czasie sobie odpowiedziałem - Cóż byłby to za Kościół, który by doktrynę do mody ustawiał. I choć nie jestem zaangażowany w praktykę kościelną (nie potrafię wytłumaczyć co mnie w tym nie pasi – tak jest i tyle) - to Kościołowi serdecznie kibicuję. Bo to właśnie Kościół ustami Papież (naszego) uzmysłowił mi jak bardzo w tym trendzie do nowoczesności mijamy się z istotą człowieka - jego sensem istnienia. Mnie moje własne zbawienie specjalnie nie obchodzi. Pragnąłbym jedynie by człowiek znów stał się człowiekiem. Takie modne dziś sprawy aborcja, eutanazja, kara śmierci – cholera – nikt mnie nie przekona, że z komórki powstała istota ma jakiekolwiek prawo by obcinać w nienaturalny sposób – w zakres życia innego człowieka. Mnie idzie o to, że głos merytoryczny właśnie KK mi coraz bardziej odpowiada (z pewnymi zastrzeżeniami). _________________To beer, or not to beer? This is a question. Pt lip 29, 2005 23:35 Anonim (konto usunięte) Wiesz, przetlumacze mu Twojego posta i zobaczymy co z niego wyniknie. Z tego jednak, o czym z nim rozmawialem, to wlasnie taka role kosciola widzi - wskazowki, drogi... ale bez tych wszystkich encyklik, nie jako instytucji sadzacej ludzi. On widzi kosciol jako wspolnote, ktora wypowiada sie przez papieza o pewnych czynach, postawach, jednak czlowiekowi i jego sumieniu pozostawiajaca ocene, ktora potem zweryfikuje bog na sadzie ostatecznym. Crosis Pt lip 29, 2005 23:50 wiking Dołączył(a): Pt lis 12, 2004 21:57Posty: 2184 Drogi Crosis Jak juz bylo wspomniane sama Biblia mowi o Kosciele. Chrystus zostawil nam tez Eucharystie, czyli swoje cialo i krew, bez ludzi ktorym moc to przemieniac nie mielibysmy mozliwosci tego otrzymac. Jak wspomnial Xenotym bez Kosciola nie bylo by Pisma Swietego, pierwsze teksty powstaly jakies 20 lat po powstaniu Kosciola. Samo Pismo Swiete jest wiec owocem zycia wspolnoty, ktora juz zaczela miec swoja organizacje i hierarchie. Wiele listow powstawalo jako odpowiedz na konkretne problemy danych kosciolow, inne rzeczy byly przekazywane ustnie. Ta ustna tradycja, tak jak sam przyklad tych pierwszych swiadkow nie jest zapisany w Pismie Swietym, ale jest przekazywany w liturgii i teologii chrzescianskiej. Pt lip 29, 2005 23:53 Anonim (konto usunięte) No i przeciwko temu on nie ma nic przeciwko. Sprzeciwia sie natomiast "uinstytucjonalnieniu" kosciola, ktory od czasu powstania przeszedl dluga droge, ktora w niektorych momentach przyblizala go, a czasem oddalala od pojedynczego czlowieka. Ja dostrzegam dwa koscioly - kosciol jako wspolnote, wiernych, ktorzy tworza wierni razem z kaplanami, to co opisal Xenotym. I drugi kosciol, jako instytucje, ktora juz z ta wspolnota ma niewiele wspolnego. Crosis Pt lip 29, 2005 23:55 ania Dołączył(a): Pt lis 14, 2003 18:48Posty: 217 Cytuj: Bo to właśnie Kościół ustami Papież (naszego) uzmysłowił mi jak bardzo w tym trendzie do nowoczesności mijamy się z istotą człowieka - jego sensem istnienia. Hmm dotknąłeś tutaj bardzo interesującej , co jest istotą człowieka jego sensem istnienia?Cytuj:Pragnąłbym jedynie by człowiek znów stał się człowiekiem. Czyli ... Napisałeś "znów" tzn., że kiedyś człowiek był człowiekiem kiedy to było i co to znaczy: być człowiekiem?Cytuj:Mnie idzie o to, że głos merytoryczny właśnie KK mi coraz bardziej odpowiada (z pewnymi zastrzeżeniami). Czy mogłbyś nam zdradzić jakie to są zastrzeżenia? Crosis Wierzyć można tylko w Boga. W kościół się nie wierzy. Kościołem się jest. So lip 30, 2005 0:03 Anonim (konto usunięte) No wlasnie... kosciolem sie jest. Ja patrzac z boku dostrzegam wlasnie ta roznice. Kosciol wspolnota, ktorym sie jest, i kosciol ogranizacja, do ktorej sie nalezy. Crosis So lip 30, 2005 0:06 Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg Nie możesz rozpoczynać nowych wątkówNie możesz odpowiadać w wątkachNie możesz edytować swoich postówNie możesz usuwać swoich postówNie możesz dodawać załączników
CHRYSTUS TAK, KOŚCIÓŁ NIE. Ks. Dawid Pietras. W styczniu 2006 roku zmarł jeden z najwybitniejszych żydowskich nauczycieli – Yitzak Kaduri. Na jego pogrzebie było 300 000 Żydów. Na kilka miesięcy przed swoją śmiercią spisał na małej karteczce ostatnie słowa. Odpieczętowana po jego śmierci notatka brzmiała: MESJASZEM, KTÓRY Salvador Pie-Ninot Wierzyć w Kościół „Wierzę w święty Kościół powszechny" Seria Wyznanie wiary: nr 8 Jedność, Kielce 2004 Spis treści Przedmowa5 I.„WIERZYĆ W KOŚCIÓŁ" ZNACZY „WIERZYĆ W SPOSÓB KOŚCIELNY"9 II. „NAZWY" KOŚCIOŁA11 1. Wprowadzenie: wyraz „Kościół"11 2. „Nazwy" Kościoła12 III. KOŚCIÓŁ POWSTAŁY Z JEZUSA17 1. Od Jezusa z Nazaretu do Kościoła chrześcijańskiego17 2. Kościół apostolski, norma i fundament Kościoła wszystkich czasów22 a. Okres apostolski (lata 30-65)24 b. okres poapostolski (koniec I wieku -połowa II wieku)26 IV „STANY ŻYCIA" W KOŚCIELE31 1. Laikat: „Chrześcijanie świeccy. Kościół w świecie"31 2. Posługa święceń: „Na służbie braciom"33 3. Zycie konsekrowane: „Radykalne świadectwo rad ewangelicznych"35 V. „PRZYMIOTY" KOŚCIOŁA37 1. Kościół jeden38 a. Kościół: obraz jedności Boga Ojca, Syna i Ducha38 b. Pełna jedność katolicka: więzy wiary, sakramenty i komunia (KK 14)39 c. Stopnie jedności i przynależności do Kościoła (KK 13-17)40 2. Kościół święty41 a. Kościół nieskazitelnie święty41 b. Kościół potrzebujący oczyszczenia, odnowy i reformy42 3. Kościół powszechny (katolicki)43 a. Kościół powszechny i prawdziwy43 b. Katolickość Kościołów lokalnych44 4. Kościół apostolski46 a. Sukcesja służebna apostolskości46 b. Tradycja i sukcesja historyczna apostolskości46 c. Apostolskość i sukcesja Biskupa VI. KOŚCIÓŁ: DLACZEGO? WIARYGODNOŚĆ KOŚCIELNA55 1. „Miejsce" Kościoła w wierze55 2. Misterium Kościoła zamknięte w paradoksie58 3. Świadectwo, kościelny znak wiarygodności60 4. Czy możliwa jest eklezjologia „filozoficzna"?63 VII. DLACZEGO KOSCIOŁ? JEGO MISJA EWANGELIZACYJNA67 1. Misja ewangelizacyjna: cel i racja bytu Kościoła67 2. Misja ewangelizacyjna Kościoła: od Vaticanum II (1965) do „Novo millennio ineunte" (2000)69 3. Zakończenie: Wypłyń na głębię (Łk5,4; NMI Bibliografia73 Wykaz skrótów dokumentów kościelnych75 Przedmowa „Chrystus tak, Kościół nie”? „Religia tak, Bóg osobowy nie”? „Czy można wierzyć bez przynależności”? (G. Davis). „Żaden człowiek nie przetrwa bez instytucji” (P. L Berger). „Instytucja kościelna jest znakiem Ducha Chrystusowego, który zapewnia wierzącemu tożsamość, wszczepia go w Ciało Chrystusa i obdarza wolnością” (M. Kehl). „Kościół jest w Chrystusie niejako sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego” (KK 1). „Kościół jest bardziej wiarygodny, jeśli daje świadectwo własnym życiem” (Synod 1985). Aktualne doświadczenie wiary chrześcijańskiej i Kościoła można by ogólnie scharakteryzować jako „przejście od Kościoła opierającego się na jednorodnej społeczności chrześcijańskiej i niemal tożsamego z nią - to znaczy Kościoła mas - do Kościoła złożonego z tych, którzy wbrew swemu środowisku otwarli się na opcję wiary osobowej, jasnej i świadomej” (tak mówił K Rahner już 30 lat temu). Skądinąd niedawne odkrycia i badania opinii publicznej wyraźnie dają do zrozumienia, że tak zwane „formalne instytucje społeczne”, jak na przykład państwo i jego organy, partie polityczne, związki zawodowe... - w przeciwieństwie do „nieformalnych” instytucji, takich jak nowe ruchy społeczne, stowarzyszenia wolontariatu itp. - nie cieszą się dobrą reputacją. Nic zatem dziwnego, że podobne zjawisko dotyka również Kościół, rozumiany całościowo. A wszystko to dokonuje się pomimo faktu, że wiek XX był w pełnym tego słowa znaczeniu „wiekiem Kościoła” za sprawą istotnego wkładu, jaki wniósł Sobór Watykański II, który skoncentrował się właśnie na nim. Oprócz tego trzeba pamiętać, że klasyczny paradoks ostatnich lat, wyrażający się w sloganie „Chrystus tak, Kościół nie”, przekształca się obecnie w nowy: „religia tak, Bóg osobowy nie”. Ponadto coraz bardziej wzrasta liczba ludzi, którzy deklarują się jako „chrześcijanie niepraktykujący” i utożsamiają się z hasłem zdobywającym coraz większą popularność: „Wierzyć bez przynależności” („Believing without belonging”, G. Davis), będącym owocem sekularyzacji naszego świata, pewnego powrotu „sacrum”, pluralizmu międzyreligijnego, narastającej marginalizacji religijności kościelnej, silnego dzisiaj indywidualizmu, które to zjawiska prowadzą do swego rodzaju „deinstytucjonalizacji” religii chrześcijańskiej. Głęboki kryzys przeżywają zwyczajne modele przekazywania wiary oraz wzrasta pewna nieufność wobec doświadczenia socjalizacji religijnej (parafii, szkoły, stowarzyszeń, ruchów), co w znaczący sposób prowadzi do kryzysu przynależności do Kościoła. Aby sprostać temu nowemu wyzwaniu, wielu współczesnych myślicieli proponuje rozmaite refleksje, które dostarczają istotnych elementów, pozwalających jak najpełniej odpowiedzieć na aktualną sytuację. Na przykład niektórzy uciekają się do podstawowej tezy współczesnej socjologii, twierdząc, że „nikt nie przetrwa bez instytucji” (P. L Berger). Inni usiłują dowartościować tak zwane „instytucje pośrednie” - małe grupy, wspólnoty, stowarzyszenia, nowe ruchy społeczne - bliższe konkretnej osobie i jej najbardziej doraźnym potrzebom. Widzą w nich jakby „sieci dające wolność”, to znaczy zwracają uwagę na znaczenie, jakie ma dla wiary pewna „instytucjonalizacja”, jeśli jest wiarygodna i sprzyja wzajemnej komunikacji. Z tego powodu współczesna eklezjologia, świadoma „paradoksu i tajemnicy, jaką jest Kościół” (H. de Lubac), zmierza do odzyskania kategorii „instytucji” na płaszczyźnie sakramentalnej, aby zrozumieć widzialność historyczną i prawną Kościoła, niezbędną, jeśli chce on uchodzić -choć nie bez dwuznaczności właściwych historii - za konkretną rzeczywistość, która „służy ożywiającemu go Duchowi Chrystusowemu” (KK 8). Próbuje się w miarę możności odczytywać na nowo na płaszczyźnie sakramentalnej instytucję kościelną jako wiarygodnego świadka „znaku Ducha Chrystusowego, który zapewnia wierzącemu tożsamość, wszczepia go w Ciało Chrystusa i obdarza wolnością” (M. Kehl). Niniejszy komentarz do artykułu Credo mówiącego o „wierze w Kościół” pragnie uwzględnić powyższe wyzwania, biorąc za punkt wyjścia przeświadczenie, że temat Kościoła domaga się pewnej decentralizacji, aby był on widziany nie tyle jako termin bądź przedmiot wiary, ile raczej jako sposób lub model wspólnotowo-sakramentalny, od którego wychodząc, wyznaje się, celebruje i poświadcza wiarę chrześcijańską. Dzięki temu „wierzyć w Kościół” odzyskuje na nowo znaczenie: „wierzyć w sposób kościelny”. I. „Wierzyć w kościół” znaczy „wierzyć w sposób kościelny” „Wierzę w Ducha Świętego, święty Kościół powszechny, świętych obcowanie...”. Tak głosi trzeci artykuł Credo, czyli „Symbolu Apostolskiego”, znanego jako „krótsze” wyznanie wiary. Ta formuła, która sięga swymi korzeniami „Tradycji apostolskiej” (II-III w.) i która ugruntowała się głównie w Rzymie oraz na Zachodzie, jest najczęściej spotykana w Katechizmie. Charakteryzuje się użyciem słowa „wierzę” bez przyimka „w”2, który natomiast występuje na początku trzech artykułów wiary odnoszących się odpowiednio do Boga Ojca, do Jezusa Chrystusa i do Ducha Świętego. Św. Tomasz z Akwinu w jednej z pierwszych średniowiecznych syntez teologicznych uzasadniał tę formę gramatyczną Credo, wyjaśniając, że „jeśli używa się zwrotu «wierzyć w Kościół», to jego sens jest następujący: «Wierzę w Ducha Świętego, który uświęca Kościół». Podobnie wyraża się najnowszy Katechizm Kościoła Katolickiego (1992), który stwierdza: „W Symbolu Apostolskim wyznajemy wiarę w święty Kościoł (Credo... Ecclesiam), ale składnia łacińska używa tu innej formy niż w artykule odnoszącym się do wiary w Boga (Credo in Deum), by nie mieszać Boga i Jego dzieł, lecz by wyraźnie przypisać dobroci Bożej wszystkie dary, jakich udzielił swojemu Kościołowi” (KKK 750). W ten sposób Katechizm stosuje się do nauczania Soboru Watykańskiego II, które zasadza Kościół nie na nim samym, lecz na jego Boskim pochodzeniu, szczególnie na jego zależności od Ducha Chrystusa, ponieważ Kościół -zgodnie z wyrażeniem Ojców, przytoczonym przez tenże Katechizm - jest „miejscem, gdzie zakwita Duch” (KKK 749). Dlatego należałoby stwierdzić, że zwyczajna formuła „wierzyć w Kościół”, aby była poprawnie zrozumiana, zgodnie ze strukturą Credo, powinna być interpretowana jako wierzyć. Istotnie, w Credo Kościół nie jawi się jako jeden z przedmiotów trzech artykułów wiary -skoncentrowanych na Ojcu, Synu i Duchu Świętym -lecz jako sposób, kontekst i miejsce, w którym się wierzy, dzięki impulsowi tegoż Ducha. Dlatego pięciokrotnie powtarza się w „Tradycji apostolskiej” aklamację, która oddaje chwałę Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu: „Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu w świętym Kościele”. Kościół we właściwym rozumieniu nie jest przedmiotem, terminem ani treścią wiary, lecz pewnym wymiarem wpisanym w wiarę. Zatem zwrot „wierzyć w Kościół” oznacza szczególny, sakramentalny sposób wyznawania wiary chrześcijańskiej, który można by ująć w wyrażeniu „wierzyć w sposób kościelny”. II. "NAZWY" KOŚCIOŁA 1. Wprowadzenie: wyraz „Kościół" Grecki wyraz ekklesia, od którego pochodzi łacińskie ecclesia, jest tłumaczeniem hebrajskiego określenia qahal, oznaczającego „zwołanie" lub „zebrane zgromadzenie". To wyrażenie zostało wprowadzone po raz pierwszy w VII w. przed Chr. za pomocą wymownej formuły: „dzień zgromadzenia" (Pwt 4,10; 9,10; 18,16), o którym mówi Mojżesz, przypominając moment, kiedy Bóg polecił mu zwołać lud na „zgromadzenie" (kościół) w celu zawarcia Przymierza Synajskiego. Wyrażenie to zostało użyte także w Nowym Testamencie, w wystąpieniu Szczepana, poprzedzającym jego męczeństwo (Dz 7,38), również w odniesieniu do „zgromadzenia" (kościoła) na Synaju. Mowa ta jest jednym z pierwszych świadectw użycia tego terminu na określenie nowej wspólnoty wyznawców Jezusa jako „kościoła", rozumianego w ciągłości z „kościołem" lub „zgromadzeniem" synajskim, stanowiącym moment powołania ludu wybranego. W pozostałych częściach Nowego Testamentu słowo „kościół" pojawia się raczej stopniowo: w Ewangeliach występuje bardzo rzadko (tylko w Mt 16,18; 18,17), natomiast w pozostałych księgach, zwłaszcza w Dziejach Apostolskich i listach Pawiowych, spotykamy je łącznie ponad sto razy. Już sam grecki wyraz ekklesia, jak tego dowodzi jego możliwe dwojakie tłumaczenie, ma sens czynny i znaczy wezwanie lub zwołanie oraz sens bierny, kiedy określa zebranie lub zwołane zgromadzenie. Obydwa te rozumienia są obecne u Ojców Kościoła. Rozróżniają oni między „Kościołem jako matką, która zwołuje i gromadzi" (sens czynny Bożego zwołania), a „Kościołem jako bratnią wspólnotą zwołaną i zgromadzoną" (sens bierny wspólnoty wezwanych: św. Izydor z Sewilli, Św. Cyprian...; H. de Lubac). Obydwa te wymiary uzupełniają się wzajemnie, ponieważ opisują ten sam Kościół: jest on z jednej strony „święty" (KK 39) jako matka, która zwołuje swe dzieci dzięki posiadanym świętym darom „słowa i sakramentów" (KK 26), a z drugiej jako bratnia wspólnota zwołana, złożona z ludzi, i „wchodzi w ludzkie dzieje" (KK 9) i jest skażona grzechem, ponieważ „w jego łonie znajdują się grzesznicy" i jest wezwany „do nieustannej reformy" (DE 6). 2. „Nazwy" Kościoła Jakie są podstawowe nazwy, miana, obrazy i pojęcia Kościoła? W rzeczywistości nie ma jakiegoś jednego określenia i w tradycji teologicznej mieszało się wiele różnych koncepcji, aż dopiero Sobór Watykański II wskazał wprost na dwie wielkie perspektywy. Pierwsza ukazuje Kościół jako „sakrament zbawienia", które to wyrażenie pojawia się już we wprowadzeniu do pierwszego rozdziału konstytucji Lumen gentium, zatytułowanej dokładnie: „Misterium Kościoła". Druga perspektywa koncentruje się natomiast na kategorii „Ludu Bożego" (tytuł drugiego rozdziału), widzianego jako podmiot historyczny Kościoła, który odpowiada na pytanie: Kim jest „sakrament zbawienia" (Y. Congar)? Niewątpliwie to właśnie nazwa „Lud Boży" była najbardziej charakterystycznym określeniem eklezjologii soborowej w początkowym okresie po Vaticanum II. Jednak począwszy od Synodu z 1985 roku zaczęła przeważać „eklezjologia komunii". Choć samo to sformułowanie nie pojawia się w tekstach soborowych, to jednak dobrze oddaje zawartą w nich strukturę eklezjologiczną, która zwraca uwagę na komunię z Bogiem za pośrednictwem słowa i sakramentów oraz podkreśla komunię chrześcijan między sobą i z Kościołami lokalnymi (A. Anton, W. Kasper, Tillard). Pojęcie to zakorzenia się w tak zwanej „eklezjologii eucharystycznej", obecnej już w Kościele starożytnym i występującej jeszcze dzisiaj na Wschodzie. Sobór Watykański II używa też innych określeń i obrazów Kościoła, takich jak „królestwo Boże" (KK 5), „owczarnia, rola uprawna, budowla, rodzina, świątynia, oblubienica, Jeruzalem..." (KK6). Na szczególną uwagę zasługuje wśród nich obraz „Mistycznego Ciała Chrystusa" (KK 7), który był bardzo rozpowszechniony przed Soborem, ponieważ papież Pius XII poświęcił mu w 1943 roku odrębną encyklikę. Ponadto z tekstów soborowych wyłaniają się jeszcze inne istotne wyrażenia uzupełniające. Szczególnie należałoby zwrócić uwagę na następujące: Kościół jako „wspólnota" lub „zgromadzenie wierzących", które to określenia uwypuklają jego charakter grupy zjednoczonej dzięki wierze swych członków. Stąd wyrażenia: Kościół wspólnotą wiary, nadziei i miłości (KK 8; 26; 28), „wspólnotą świętych" (KK 69), a także Kościół jako „społeczność", co podkreśla właściwy mu charakter organizacji społecznej, instytucjonalnej i prawnej, ponieważ Kościół ten jest ustanowiony i zorganizowany na tym świecie jako społeczność (KK 8 ; DP 2). Konkludując, podkreślmy, że podstawowa kategoria Kościoła jako powszechnego sakramentu zbawienia (KK 1; 9; 48; 59; KL 5; 26; KDK 42; 45; DM 1; 5) może być przydatna, aby nie popaść ani w czysty socjologizm, ani w czysty spirytualizm. Dzięki takiemu ujęciu możemy widzieć fundamentalne wymiary Kościoła w jego całości jako „rzeczywistość złożoną", a także uwzględnić wzajemny związek między następującymi trzema wymiarami: - „Znakiem zewnętrznym" (sacramentum/signum tantum), posiadającym strukturę „społeczności" (KK 8); aspektem prawnym i społecznym Kościoła jako instytucji widzialnej i historycznej; w tym wymiarze pobrzmiewa echo socjologicznego i prawnego pojęcia „społeczności", której relacje są przede wszystkim instrumentalne, formalne, strategiczne i taktyczne, a także bardziej podkreślony jest wymiar „prawny" Kościoła. - „Znakiem wewnętrznym" (res et sacramentum) jako „wspólnotą wiary, nadziei i miłości" (KK 8), wyrazem jego bycia Ludem Bożym poprzez wiarę i sakramenty; ten wymiar jest podobny do socjologicznego pojęcia „wspólnoty", której relacje są głównie międzyosobowe, afektywne i rodzinne; kładzie szczególnie akcent na wymiar „miłości" Kościoła. - „Rzeczywistością ostateczną" (res tantum), ku której zmierza, a którą jest „wewnętrzne zjednoczenie z Bogiem i jedność całego rodzaju ludzkiego" (KK 1); ta podwójna „komunia" opisuje ostateczną rzeczywistość zbawienia chrześcijańskiego, które dokonuje się sakramentalnie za pośrednictwem jego wewnętrznego znaku, jakim jest „wspólnota", oraz znaku zewnętrznego, czyli „społeczności"; zbawienie, które streszcza się w darach synostwa Bożego i powszechnego braterstwa ludzkiego w Jezusie Chrystusie, wzajemnie się przenikających (1 J 1,7-21) i znajdujących swój wyraz w początkowym wezwaniu modlitwy „ojcze (doświadczenie synostwa) nasz (doświadczenie braterstwa)"! opr. mg/mg W katolicyzmie Credo (łac. credo - wierzę) jest zbiorem podstawowych prawd wiary, których wyznanie od najdawniejszych czasów świadczyło o przynależności do Kościoła. 2. Od początku swego istnienia Kościół wyrażał i przekazywał swoją wiarę w krótkich i zobowiązujących dla swoich wyznawców formułach. Były to wyznania wiary.
Andrzej Grajewski: Ten pontyfikat jest dla wielu źródłem radości, ale także pytań czy nawet niepokojów. To jest pontyfikat ciągłości wobec swoich poprzedników czy istotnych korekt ich nauczania? O. Maciej Zięba: To jest zmiana, a nie radykalna korekta. Mamy do czynienia z zupełnie inną osobowością. Jeśli mówić o jakiejś korekcie, to niewątpliwie jest nią fakt, że po raz pierwszy od VIII w. mamy papieża, który nie pochodzi z Europy. To wiele zmienia? Myślę, że tak. Żaden europejski papież nie potrafiłby powiedzieć w Parlamencie Europejskim tak dobitnie, że Europa dzisiaj jest „bezpłodną babcią”. To jest także inne doświadczenie duszpasterskie, krótszy horyzont historyczny, doświadczenie feudalnych podziałów społecznych, innego sposobu życia rodzinnego. To jest inne postrzeganie teologii wyzwolenia, polityki USA, a także Rosji czy niegdyś Związku Radzieckiego. Nam wydaje się ono niekiedy naiwne. W rozmowie z prof. Woltonem papież wprawdzie odrzuca teologię wyzwolenia, ale mówi o teologii ludu, która bliska jest marksistowskiej interpretacji rzeczywistości. Były różne teologie wyzwolenia. Ale jeszcze nie tak dawno w Ameryce Łacińskiej i Europie Zachodniej było wielu jej przedstawicieli, na dźwięk poglądów których włosy jeżyły się z przerażenia, gdyż był to czysty marksizm w polewie chrześcijańskiej. Dlatego Jan Paweł II, widząc różne zagrożenia wynikające z marksizowania teologii wyzwolenia i robienia z niej katolickiej ideologii, poprosił kard. Ratzingera o opracowanie dokumentu, który pokazywałby zagrożenia oraz granice poprawności teologicznej. Potem jednak poprosił o kolejny dokument – o pozytywnych aspektach teologii wyzwolenia, która rozumiana teologicznie, a nie ideologicznie, socjologicznie czy ekonomicznie, ma istotne znaczenie. W Polsce odpowiednikiem takiego myślenia i działania była teologia Solidarności, która mieściła się w granicach ortodoksji i była gorąco wspierana przez Jana Pawła II. Gdy czyta się oceny społeczne Franciszka, ma się wrażenie, że lewicowe myślenie jest mu bliskie. Myślenie Franciszka niewątpliwie różni się od mojego, ale istotniejsze od moich poglądów – uczy soborowa Konstytucja o Kościele – jest szczere, otwarte wsłuchanie się w głos papieża także wtedy, gdy nie przemawia ex cathedra. Duch Święty był obecny zarówno na tym konklawe, jak i na poprzednich. Zatem Kościół coś do mnie mówi przez ten pontyfikat, w inny sposób niż ten, do którego przywykłem, inaczej artykułując pewne kwestie. Przykładowo w swoim pierwszym przemówieniu Franciszek poruszył temat czułości i potem doń często wracał. Wcześniej papieże nie mówili o czułości. Dla mnie, starego zakonnika, było to niezbyt zrozumiałe. Zacząłem to rozważać i dzisiaj znacznie więcej mówię o czułości w życiu chrześcijańskim, a może i sam stałem się bardziej wrażliwy. A co Franciszek mówi do Kościoła w Polsce? Przede wszystkim o dużo większej bliskości między ludźmi, księży ze świeckimi, biskupów z księżmi, o wielkiej roli wspólnot. My w Polsce często tkwimy w pewnych koleinach wielkomiejskich czy całowiejskich parafii. Księża ciężko pracują, ale jesteśmy skoncentrowani na „obsłudze” ludzi, którzy do nas przychodzą: chrzty, spowiedzi, śluby, pogrzeby... I nasze chrześcijaństwo coraz częściej staje się chrzcielno-ślubno-pogrzebowe. A chrześcijaństwo oznacza pójście za Chrystusem. Co to znaczy w praktyce? Musimy ukazywać, że egzystencja każdego z nas jest powołaniem, darem i zadaniem otrzymanym od Chrystusa, a więc trzeba ożywić życie parafialne przez różne wspólnoty, animujące wokół parafii życie intelektualne, społeczne, rodzinne. Ostatnio poświęciłem kazanie Benedyktowi XVI, który na swym obrazku prymicyjnym napisał: „Nie jesteśmy panami waszej wiary, lecz sługami waszej radości”. Wziął to od św. Pawła, który mówi: „Jesteśmy współtwórcami waszej radości”. Młody ­­ks. ­Ratzinger definiował kapłaństwo jako służenie radości powierzonych mu ludzi. To był 1951 r. Czy w Polsce myślimy w ten sposób o kapłaństwie? Radość to także ważna kategoria w myśleniu Franciszka. Gdyż to jest chrześcijańska kategoria. Paweł VI wydał adhortację „O radości chrześcijańskiej”. Czy możemy mówić o Janie Pawle II bez radości? Bez jego promiennego głoszenia Ewangelii? Na początku i na końcu Ewangelii słyszymy: „Raduj się!” – anioł tak zwraca się do Maryi, a potem do niewiast, które przyszły do pustego grobu. W rdzeń doświadczenia chrześcijańskiego wpisana jest radość. Gdy otworzy się serce przed Chrystusem, to odpowiedzią jest radość, głębokie poruszenie serca. Chrześcijaństwo jest dynamiczne, dlatego Franciszek mówi, by zejść z kanapy. Najbardziej dyskutowanym dokumentem tego pontyfikatu jest adhortacja Amoris laetitia. Jest tam zapisana możliwość dopuszczenia osób rozwiedzionych żyjących w nowych związkach do Komunii św. Jan Paweł II w Familiaris consortio napisał, że osoby rozwiedzione do Komunii św. nie mogą przystępować, gdyż ich obiektywna sytuacja to uniemożliwia. Widzę pomiędzy tymi dokumentami napięcie, które nie ułatwia pozytywnej interpretacji Amoris laetitia. Słusznie pan mówi o napięciu. Dla mnie jednak jest ono oznaką żywotności Kościoła. Tylko w martwych organizmach nie ma żadnych napięć. Takie napięcia niejednokrotnie w historii się zdarzały i nadal będą występować. Ale głęboko wierzę w Kościół, w którym obecny jest Duch Święty. Dlatego powinniśmy dyskutować o żywotnych problemach, dostrzegać zmieniające się konteksty, oświetlać je teologią itd. Oprócz medialnej burzy „o Komunii dla rozwodników” dostrzegam poważną dyskusję teologów, o grzechu śmiertelnym – jakie są jego warunki, znaczenie i implikacje. Także o Eucharystii, o formach Komunii w Kościele, wreszcie o sakramencie małżeństwa. I to jest bardzo poważna dyskusja, którą trzeba toczyć w Kościele. Teologowie już w V w. sformułowali naukę o rozwoju dogmatów. Teraz mówi się o zmianie paradygmatów, co dla mnie jest przejawem nowomowy kościelnej. Zgoda, „zmiana paradygmatów” bardzo mi się nie podoba. Jeśli termin „nowy paradygmat” rozumieć tak, jak wprowadzono go w filozofii nauki, a więc jako zbiór teorii i pojęć tworzących podstawy danej nauki, to w teologii nie ma on żadnego sensu. Natomiast rozwój dogmatów, a przez to i pogłębianie rozumienia naszej wiary, to szkoła starożytnego mnicha św. Wincentego z Lerynu, i to mi się bardzo podoba. Przykładowo Kościół dzisiaj dopuszcza katolicki pogrzeb samobójców, co nie oznacza jednak, że zmieniono nauczanie o grzechu śmiertelnym. Grzech śmiertelny jednak – z definicji – popełnia się w pełni świadomie i w pełni dobrowolnie. A dzisiaj lepiej niż w przeszłości rozumiemy psychikę ludzką i wiemy, że w zasadzie prawie każdy samobójca ma ograniczoną poczytalność, wolność i świadomość swego czynu. To najczęściej są ludzie o rozbitej psychice, znajdujący się w jakiejś straszliwej przymusowej sytuacji. Pochylamy się nad nimi z miłością, ufając w miłosierdzie Boże. Nie zmieniło się nauczanie Kościoła, lecz rozumienie ludzkiej psychiki. Bardzo mądrze na temat rozwoju w Kościele pisał wybitny teolog urodzony w Katowicach Erich Przywara SJ. Na początku Soboru Watykańskiego II napisał on książkę „Kościół wśród przeciwieństw”, w której pokazywał, jak z jednej strony Kościołowi zagraża Scylla dopasowywania się do rzeczywistości, ulegania presji czasu, a z drugiej Charybda sztywności, sklerozy, niezmienności. Nie wolno nam się wpasowywać w rzeczywistość, ulegać presji socjologii, intelektualnej mody czy demografii. Nie wolno dostosowywać się do świata. Ale nie mniejszym niebezpieczeństwem jest sztywność, przekonanie, że nie wolno niczego zmieniać, że każda zmiana jest zdradą, bo każdy szczegół jest niezmiernie ważny. Papież od początku pontyfikatu gestami, nauczaniem, przykładem wzywa Europę do przyjmowania uchodźców, a rządzący w Polsce z nieprzyjmowania uchodźców uczynili fundament doktryny bezpieczeństwa narodowego. Głosy biskupów i całego episkopatu są w tej sprawie jednoznaczne i podkreślają obowiązek przyjmowania uchodźców. Taka po prostu jest Ewangelia. Niestety, propaganda z lewej i prawej strony zmieszała w pojęciu „uchodźcy” w jedno i prawdziwych uchodźców z pożogi wojennej, i migrantów ekonomicznych, i terrorystów. Uchodźcy to ludzie, którzy z powodu jakiejś przeraźliwej, okrutnej sytuacji są zmuszeni do opuszczenia swych stron rodzinnych. Żaden normalny człowiek nie chce uchodzić ze swojego domu. Moja mama była uchodźcą po powstaniu warszawskim. Razem ze swoją mamą (dziadka zamordowano w KL Auschwitz) wyszły ze zburzonej Warszawy z całym dobytkiem mieszczącym się w walizce i ruszyły na poniewierkę. Najpierw do Kielc, a później dotarły na inne gruzowisko do Wrocławia. Los uchodźców jest straszny. Ewangelia w tej sprawie jest jednoznaczna: głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, przybyszów w dom przyjąć. My tłumaczymy słowo ksenos jako „przybysz”, ale ono jest mocniejsze – znaczy „obcy”, „dziwny” – nie taki jak wy, odmieniec, a jednak przyjęliście mnie. Niektórzy politycy PiS takie nauczanie nazywają „uporczywą moralną przemocą”. Politycy w tej materii działają antyewangelicznie. Ich poglądy oceniam jako demagogię, straszenie i oszukiwanie ludzi. A zadaniem biskupów jest głoszenie Ewangelii i koniec. Niestety, w Polsce podstawowy problem moralny stał się problemem czysto politycznym. Unia Europejska źle ten problem rozgrywa – to oczywiste. Ale to nie usprawiedliwia propagandy przeciw nieszczęśliwym, bezbronnym ludziom. Trudno godzić się na mechanizmy relokacji czy inne formy przymusowej dystrybucji uchodźców. Pełna zgoda, to musi być dużo mądrzej rozwiązywane. Ale teraz mówimy o konkretnych formach pomocy ludziom znajdującym się w skrajnej potrzebie, np. o korytarzach humanitarnych. To formuła bardzo bezpieczna, umożliwiająca pomoc najsłabszym, przede wszystkim kobietom i dzieciom oraz ludziom potrzebującym specjalistycznej opieki lekarskiej. Ale przekaz mediów publicznych jest jednoznaczny: każdy uchodźca to potencjalny terrorysta. Mówimy o tych najmniejszych, bezradnych osobach, które straciły wszystko i znajdują się w sytuacji dramatycznej. Mówimy o pomocy kilkuset osobom w skali roku w blisko 40-milionowym kraju. Jan Paweł II nazwał problem uchodźców hańbiącą raną naszych czasów. Czy chcemy uczestniczyć w tej hańbie, czy chcemy leczyć tę ranę? Jan Paweł II odezwałby się do rodaków bardziej kategorycznie? Nie ulega żadnej wątpliwości. Tu chodzi o myślenie ewangeliczne. Papieże w tej materii jasno wypowiadają się już od czasów Piusa X. Niedawno obchodziliśmy 105. dzień uchodźców. To nie jest nowy temat, charakterystyczny tylko dla pontyfikatu Franciszka. Jestem przestraszony tym, że polityka przejęła ten temat i zdeterminowała jego rozumienie w sposób całkowicie sprzeczny z Ewangelią. Bardzo się tym trapię jako kapłan katolicki. Wydaje mi się, że grono strapionych nie jest specjalnie liczne. Niestety, obserwuję, jak z coraz większą siłą w nasze myślenie ewangeliczne – katolickie, a zarazem patriotyczne, i dotyczy to nie tylko tego problemu – wkracza myślenie polsko-katolickie, skażone nacjonalizmem. Jan Paweł II podnosił polskość do wymiaru uniwersalnego, katolickiego. Umiłowanie ojczyzny jest formą otwarcia na świat, a nie zamykania się przed nim. Jan Paweł II pisał, że „polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie”, a potem ze smutkiem dodawał, że wydaje mu się, że ten piękny jagielloński wymiar patriotyzmu został ostatnio zapomniany.
„Wierzę w Kościół Chrystusowy” – to hasło nowego programu duszpasterskiego, który rozpocznie się w Kościele w Polsce w pierwszą niedzielę Adwentu, czyli 27 listopada br. Jak zaznacza bp Andrzej Czaja, przewodniczący Komisji Duszpasterstwa KEP, która opracowała program, hasło to wyrasta z analizy obecnej, trudnej sytuacji Kościoła w Polsce i narastające zwątpienie w Każdy człowiek sam powinien decydować o tym, co jest dobre, a co złe. Coraz mniej Polaków potrzebuje religijnego uzasadnienia nakazów moralnych. W ostatnich latach znacząco wzrosła liczba osób deklarujących, że są wierzące "na swój własny sposób" Od wielu lat CBOS prowadzi badania religijności Polaków. W tym czasie znacząco zmieniło się podejście osób wierzących do przestrzegania zasad Kościoła. Z badania w 2015 r. wynika, że zdecydowanie spadła liczba osób określających się jako „wierzący i stosujący się do wskazań Kościoła”. Tę tendencję potwierdza najnowsze badanie CBOS ze stycznia 2017 r. Aż 69 proc. badanych zgadza się z opinią „to, czym jest dobro i zło, powinno być przede wszystkim wewnętrzną sprawą każdego człowieka”. To o ponad 20 punktów procentowych więcej niż 10 lat temu: Kto powinien decydować o tym, co jest dobre, a co złe? Które ze stwierdzeń jest najbliższe Pana(i) opinii? "To, czym jest dobro i zło, powinno być przede wszystkim wewnętrzną sprawą każdego człowieka" (kolor fioletowy), "O tym, czym jest dobro i zło, powinno decydować przede wszystkim społeczeństwo" (kolor zielony), "O tym, czym jest dobro i zło, powinny decydować przede wszystkim prawa Boże" (kolor czerwony) CBOS 2016 r. Pominięto odpowiedzi „Trudno powiedzieć”, które utrzymywały się na tym samym poziomie 5 proc. W ciągu 7 lat z 32 proc. do 48 wzrósł odsetek badanych, którzy nie czują potrzeby uzasadniania moralności poprzez religię: Religia a moralność Który z przytoczonych poglądów jest najbliższy Pana(i) poglądom?"Tylko religia może uzasadniać słuszne nakazy moralne" (kolor czerwony), "Dla mnie religia uzasadnia moje reguły moralne, ale sądzę, że można je sobie uzasadniać i bez niej" (kolor niebieski), "Nie czuję potrzeby uzasadniania moralności przez religię, wystarczy mi własne sumienie" (kolor fioletowy), "Nie interesuję się tą sprawą" (kolor szary) CBOS 2016 r. Potwierdza to podejście Polaków do tematów, w których Kościół ma bardzo zdecydowaną opinię i jest ona powszechnie znana. Przykładem może być tu akceptacja dla metody zapłodnienia pozaustrojowego – in vitro. Z badania CBOS z 2015 r. wynika, że aż 76 proc. Polaków popiera metodę in vitro i uważa, że małżeństwa powinny móc z niej korzystać. 17 proc. jest temu przeciwnych. W tym samym badaniu 42 proc. uznało, że in vitro powinno być dla małżeństw bezpłatne, a 33 proc. – że płatne częściowo. Tylko 16 proc. uznało, że za in vitro para powinna zapłacić sama. W badaniu IPSOS dla z grudnia 2016 r. aż 70 proc. uznało, że źle, że rząd przestał dofinansowywać in vitro: Czy to dobrze (kolor granatowy) czy źle (pomarańczowy), że rząd przestał finansować in vitro? „Rząd PiS zaprzestał finansowania z budżetu państwa in vitro (zapłodnienia pozaustrojowego). Czy to dobrze, czy źle?” Odpowiedzi w procentach. Pominęliśmy „trudno powiedzieć" (12 proc.) Badanie IPSOS dla Mimo, że Kościół bardzo ostro sprzeciwia się prawu do przerywania ciąży, jedynie 7 proc. badanych (badanie CBOS z listopada 2016 r.) uważa, że obecne prawo powinno zostać zaostrzone zgodnie z postulatami biskupów. 27 proc. osób uważa, że należy je zliberalizować, a 58 proc. jest za tym, by prawa nie zmieniać. Podobne wyniki dało też badanie IPSOS dla z września 2016 r. W tym badaniu 11 proc. osób chciało zaostrzenia ustawy, aż 37 proc. – liberalizacji, a 47 proc. – pozostawienia bez zmian. Ile do kościoła Ostatnie badanie CBOS na ten temat opublikowano w lutym 2015 r. Badanie pokazuje, że Polacy chodzą do kościoła coraz rzadziej, jednak spadek jest bardzo powolny: Badania religijności prowadzi dla Kościoła katolickiego Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego. Instytut bada, ilu Polaków chodzi do kościoła i ilu przyjmuje komunię. Najnowszy raport (opublikowany w 2017 r. ale dotyczący roku 2015) wskazuje, że do kościoła regularnie chodziło 39,8 proc. Polaków, a rok wcześniej – w 2014 – 39,1 proc. Nastąpił wzrost o 0,7 punktu procentowego. Do komunii w 2015 r. przystępowało 17 proc., a w 2014 – 16,3 proc. Zanotowano zatem taki sam wzrost – o 0,7. Czyli, jak zauważają autorzy raportu, „w ostatnich latach wskaźniki dominicantes i communicantes ustabilizowały się”. Dominicantes to odsetek uczęszczających do kościoła w odniesieniu do ogólnej liczby zobowiązanych, a comunicantes – odsetek przyjmujących komunię św. w odniesieniu do ogólnej liczby zobowiązanych. Badanie przeprowadza się poprzez zliczenie wiernych obecnych/przyjmujących komunię św. podczas jednej mszy św. w danym roku. Zauważono także duże różnice w religijności mieszkańców poszczególnych diecezji. Do najbardziej religijnych należą tarnowska (70,5 proc.), rzeszowska (64,3 proc.) i przemyska (58,5 proc.). Najmniej wiernych chodzi do kościoła w diecezjach szczecińsko – kamieńskiej (26 proc.), koszalińsko – kołobrzeskiej (26,2 proc.) i łódzkiej (26,6 proc.). Zobacz cały raport Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego Magdalena Chrzczonowicz Wicenaczelna Socjolożka i antropolożka po ISNS UW, tworzyła i koordynowała projekty społeczne w organizacjach pozarządowych ( Humanity in Action Polska), prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/ek ( PAH, CEO, Amnesty International), publikowała w „Res Publice Nowej”. W pisze o prawach kobiet i Kościele katolickim. Katolik grzeszy przeciwko wierze przez niewierność, apostazję, herezję, obojętność wobec wiary oraz poprzez branie udziału w niekatolickich obrzędach. Możemy stracić wiarę poprzez: (a) nie poznawanie doktryn Kościoła; (b) umyślne wątpienie w prawdy, które zostały objawione Kościołowi; (c) czytanie książek i literatury Dramatyczny spadek zaufania do Kościoła Autor Wiadomość Re: Dramatyczny spadek zaufania do Kościoła Kael napisał(a):Bo ten znany z Biblii i Jego Syn Jezus jak najbardziej mowili o konkretnych czynach, badz ich zaniechaniu, ktore ci drzwi do nieba otworza, albo o wierze, która się czynami objawia. Pamiętaj o tym: wiara, nie zakon.@JózkaWidzę, że blisko ci do uniwersalistów/unitarian So gru 07, 2013 12:29 Józka Dołączył(a): So lis 30, 2013 20:02Posty: 43 Re: Dramatyczny spadek zaufania do Kościoła Kozioł napisał(a):@JózkaWidzę, że blisko ci do uniwersalistów/unitarianO jaka fajna stronka, dzięki Nie wiedziałam, że ktoś taki istnieje So gru 07, 2013 12:34 Anonim (konto usunięte) Re: Dramatyczny spadek zaufania do Kościoła Józka napisał(a):Kozioł napisał(a):@JózkaWidzę, że blisko ci do uniwersalistów/unitarianO jaka fajna stronka, dzięki Nie wiedziałam, że ktoś taki istniejeTakże kwakrzy w dużej części stali się więcej stron i blogów o tych chrześcijanach, jak choćby ten So gru 07, 2013 12:41 Kael Dołączył(a): Śr kwi 04, 2012 15:51Posty: 15038 Re: Dramatyczny spadek zaufania do Kościoła Kozioł napisał(a):Kael napisał(a):Bo ten znany z Biblii i Jego Syn Jezus jak najbardziej mowili o konkretnych czynach, badz ich zaniechaniu, ktore ci drzwi do nieba otworza, albo o wierze, która się czynami objawia. Pamiętaj o tym: wiara, nie zakon.@JózkaWidzę, że blisko ci do uniwersalistów/unitarianJakby ci to Koziol wyjasnic: czy w Mt 25 masz choc slowo o wierze? Co wiecej, ci, ktorzy wchodza do nieba pytaja: Wówczas zapytają sprawiedliwi: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?"Gdyby naprawde wejscie do Krolestwa Niebieskiego bylo przypisane do warunku wiary w Jezusa, a potem zycia ta wiara, to faktycznie niebo byloby puste. I czlowiek by drugiego miliardow ludzi nigdy w historii o Jezusie nie slyszalo? So gru 07, 2013 13:17 Anonim (konto usunięte) Re: Dramatyczny spadek zaufania do Kościoła Kael napisał(a):Kozioł napisał(a):Kael napisał(a):Bo ten znany z Biblii i Jego Syn Jezus jak najbardziej mowili o konkretnych czynach, badz ich zaniechaniu, ktore ci drzwi do nieba otworza, albo o wierze, która się czynami objawia. Pamiętaj o tym: wiara, nie zakon.@JózkaWidzę, że blisko ci do uniwersalistów/unitarianJakby ci to Koziol wyjasnic: czy w Mt 25 masz choc slowo o wierze? Co wiecej, ci, ktorzy wchodza do nieba pytaja: Wówczas zapytają sprawiedliwi: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?"Gdyby naprawde wejscie do Krolestwa Niebieskiego bylo przypisane do warunku wiary w Jezusa, a potem zycia ta wiara, to faktycznie niebo byloby puste. I czlowiek by drugiego miliardow ludzi nigdy w historii o Jezusie nie slyszalo?Tak, to ciekawy temat: temat miłości. Także uważam, że własnie miłość jest podstawą chrześcijaństwa. Ci którzy wierzą, miłują, to wiarą, miłością się kierują i nie sa obojętni na potrzeby, na cierpienie innych ludzi. Ale nie możesz napisac, że Bóg zbawia z uczynków! So gru 07, 2013 15:05 Kael Dołączył(a): Śr kwi 04, 2012 15:51Posty: 15038 Re: Dramatyczny spadek zaufania do Kościoła Mam taka prywatna teorie, na bazie Pisma mamy oczywiscie za darmo, dzieki Jezusowi Chrystusowi. Bez tego nikt nie mialby szansy na Jan mowi tak:Cytuj:17 Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. 18 Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. 19 A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. 20 Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. 21 Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu». J3,17-21A tu mowi jeszcze dobitnej:Cytuj:24 Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie na sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia. J 5,24Opis u Mateusza juz mnie oczywiscie) ci, ktorzy wierza Jezusowi i sluchaja Jego slowa (czyli zyja nim na codzien) juz przeszli ze smierci do zycia i sad im nie straszny, bo zyja juz teraz w swietle. Dla nich "umrzec to zysk".Cala reszta stanie (razem z nimi oczywiscie - sad jest dla wszystkich) po smierci w swietle (na sadzie), obojetnie jak by sie nie chciala chowac po katach i zostanie oceniona na bazie swoich czynow badz zaniechan. So gru 07, 2013 16:24 Anonim (konto usunięte) Re: Dramatyczny spadek zaufania do Kościoła Kael napisał(a):...Cala reszta stanie (razem z nimi oczywiscie - sad jest dla wszystkich) po smierci w swietle (na sadzie), obojetnie jak by sie nie chciala chowac po katach i zostanie oceniona na bazie swoich czynow badz troche nie logiczne, bo to by był sąd na podstawie prawa, którego nie mogło się poznać. Czy taki sąd byłby sprawiedliwy? Tu chyba lepiej pisać o intencjach, wartościach niż o czynach. I tu lepiej pisać o ... miłości. So gru 07, 2013 21:33 Kael Dołączył(a): Śr kwi 04, 2012 15:51Posty: 15038 Re: Dramatyczny spadek zaufania do Kościoła Owszem, intencje sa wazne, choc jak wiesz dobrymi checiami jest pieklo wrazenie, ze liczyc sie beda konkrety, pochodzace z serca. A nie tylko intencja bez chodzi o sam sad, to nie znam znaczenia tego slowa w oryginale. Po niemiecku sadzic to "richten". A to oznacza jednoczesnie "wprostowac". I mysle, ze to bedzie wlasnie takie pokazanie prawdy o nas. Kto tu juz potrafil przyjmowal prawde o sobie i zyc przebaczeniem, nie zostanie tym sadem, ktory bedzie ogniem milosci Bozej Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus. 12 I tak jak ktoś na tym fundamencie buduje: ze złota, ze srebra, z drogich kamieni, z drzewa, z trawy lub ze słomy, 13 tak też jawne się stanie dzieło każdego: odsłoni je dzień [Pański]; okaże się bowiem w ogniu, który je wypróbuje, jakie jest. 14 Ten, którego dzieło wzniesione na fundamencie przetrwa, otrzyma zapłatę; 15 ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę: sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień. 1Kor 3,11-15Chrzescijanie maja niejako lepsza szanse na przygotowanie na dzien sadu. Ale przez to i wieksza to juz chyba gleboki offtop N gru 08, 2013 13:02 zsoborniki Dołączył(a): N lut 07, 2010 11:42Posty: 728 Re: Dramatyczny spadek zaufania do Kościoła Bóg jest Bogiem żywych. Ode mnie zależy to, co stanie się ze mną po przejściu do nowego życia. W tym życiu ziemskim chrześcijaństwo jest pomocą daną mi, by życie ziemskie przeżyć godnie mając nadzieję na jeszcze lepsze życie po przejściu do innego świata. Chrześcijaninem staję się po przyjęciu chrztu św. Warunkiem życia chrześcijańskiego jest przyjęty przeze mnie kerygmat (pierwotne przepowiadanie o wydarzeniu zaistniałym prawie 2000 lat temu). Jeśli ktoś nie uwierzył w misję Jezusa Chrystusa, ten nigdy nie będzie miał zaufania do Kościoła. Jeśli obserwujemy spadek zaufania, to wyprowadzić można wniosek: Zwiększa się ilość ochrzczonych, do wnętrza których nie dotarło to pierwotne przepowiadanie. Potrzeba więc wśród chrześcijan (katolików) częstego, ciągle na nowo głoszenia przepowiadania o Jezusie może (ale nie musi) otworzyć serce człowieka na przyjęcie PRAWDY. Po przyjęciu JEJ wymagany jest czas, by mój sposób życia stał się widocznym życiem chrześcijańskim i to bez mojego wysiłku. Jezus Chrystus ma mieć w tym udział. Ten czas, to inaczej katechumenat. I jest nieważne czy przeżywać go będę przed chrztem (jako dorosły), czy też po chrzcie (też już jako świadomy). Spadek zaufania do Kościoła wśród ochrzczonych wynika więc z nieprzeżycia przez nich właściwego katechumenatu. Co w takim razie robić, by spadek ten zahamować? Przywrócić znaczenie znaczenie pierwotnego przepowiadania i katechumenatu w Kościele! _________________Pozdrawiam! Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!zsoborniki Wt sty 21, 2014 6:59 zsoborniki Dołączył(a): N lut 07, 2010 11:42Posty: 728 Re: Dramatyczny spadek zaufania do Kościoła Kościół dramatyczny spadek zaufania dostrzega! Stąd Sobór Watykański II. Kolejni papieże posoborowi wyrażali i publikowali w swoich dokumentach zalecenia. Zastanawiające jest jednak to, że wielu chrześcijan (katolików) i duchownych i świeckich niechętnie podchodzą do Słowa głoszonego w Duchu z dokumentów dostrzegających ten problem w Kościele jest Adhortacja apostolska Evangelii Gaudium papieża Franciszka. Oto fragmenty do ewentualnego przemyślenia: III. Nowa ewangelizacja dla przekazu wiary 14. Wsłuchując się w Ducha, pomagającego nam rozpoznawać wspólnotowo znaki czasów, od 7 do 28 października 2012 r. miało miejsce XIII Zwyczajne Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów na temat Nowa ewangelizacja dla przekazu wiary chrześcijańskiej. Przypomniano tam, że nowa ewangelizacja wzywa wszystkich i urzeczywistnia się zasadniczo w trzech obszarach. W pierwszym rzędzie wymieńmy obszar duszpasterstwa zwyczajnego, «które powinno być w większym stopniu ożywiane ogniem Ducha, aby rozpaliło serca wierzących, którzy regularnie uczestniczą w życiu wspólnoty i gromadzą się w dniu Pańskim, by karmić się Słowem Bożym i Chlebem życia wiecznego». Do tego obszaru należy także zaliczyć wiernych, którzy zachowują żywą i szczerą wiarę katolicką, dając jej wyraz na różny sposób, chociaż nie uczestniczą często w kulcie. Duszpasterstwo to ukierunkowane jest na rozwój wierzących, tak by coraz lepiej całym swoim życiem odpowiadali na miłość drugim miejscu wspomnijmy o środowisku «osób ochrzczonych, które jednakże nie żyją zgodnie z wymogami chrztu św.», nie przynależą całym sercem do Kościoła, nie doświadczają już pociechy płynącej z wiary. Kościół jako zawsze troskliwa matka stara się, aby przeżyli oni nawrócenie, które przywróciłoby im radość wiary oraz pragnienie zaangażowania się w Ewangelię. W końcu zauważmy, że ewangelizacja jest istotnie związana z głoszeniem Ewangelii tym, którzy nie znają Jezusa Chrystusa lub zawsze Go odrzucali. Wielu z nich, ogarniętych tęsknotą za obliczem Boga, szuka Go w skrytości, również w krajach o starej tradycji chrześcijańskiej. Wszyscy mają prawo przyjąć Ewangelię. Chrześcijanie mają obowiązek głoszenia jej, nie wykluczając nikogo, nie jak ktoś, kto narzuca nowy obowiązek, ale jak ktoś, kto dzieli się radością, ukazuje piękną perspektywę, wydaje upragnioną ucztę. Kościół nie rośnie przez prozelityzm, ale «przez przyciąganie»..........................................25. Zdaję sobie sprawę, że dzisiaj dokumenty nie budzą takiego zainteresowania jak w innych czasach i szybko się o nich zapomina. Niemniej podkreślam, że to, co mam zamiar wyrazić, ma znaczenie programowe i poważne konsekwencje. Mam nadzieję, że wszystkie wspólnoty znajdą sposób na podjęcie odpowiednich kroków, aby podążać drogą duszpasterskiego i misyjnego nawrócenia, które nie może pozostawić rzeczy w takim stanie, w jakim są. Obecnie nie potrzeba nam «zwyczajnego administrowania». Bądźmy we wszystkich regionach ziemi w «permanentnym stanie misji».............................................28. Parafia nie jest strukturą przestarzałą. Właśnie dlatego, że ma wielką elastyczność, może przyjąć bardzo różne formy, wymagające otwarcia i misyjnej kreatywności ze strony duszpasterza i wspólnoty. Chociaż z pewnością nie jest jedyną instytucją ewangelizacyjną, to jeśli zachowuje zdolność do nieustannego reformowania się i przystosowania, nadal będzie «samym Kościołem zamieszkującym pośród swych synów i córek». Zakłada to, że będzie rzeczywiście utrzymywała kontakt z rodzinami i z życiem ludu, a nie stanie się strukturą ociężałą, odseparowaną od ludzi albo grupą wybranych zapatrzonych w samych siebie. Parafia jest formą obecności Kościoła na danym terytorium, środowiskiem słuchania Słowa, wzrostu życia chrześcijańskiego, dialogu, przepowiadania, ofiarnej miłości, adoracji i celebracji. Poprzez całą swoją działalność parafia pobudza i formuje swych członków, aby byli ludźmi ewangelizującymi28. Jest wspólnotą wspólnot, sanktuarium, gdzie spragnieni przychodzą i piją, by dalej kroczyć drogą, jest centrum stałego misyjnego posyłania. Musimy jednak przyznać, że wezwanie do rewizji i odnowy naszych parafii nie przyniosło jeszcze wystarczających owoców, aby były one bliżej ludzi i były środowiskami żywej komunii i uczestnictwa oraz ukierunkowały się całkowicie na misję.................................................31. Biskup powinien zawsze budzić komunię misyjną w swoim Kościele diecezjalnym, dążąc do ideału pierwszych wspólnot chrześcijańskich, gdzie wierzących ożywiały jedno serce i jeden duch (por. Dz 4, 32). Dlatego niekiedy stanie z przodu, aby wskazać drogę i podtrzymać nadzieję ludu, innym razem zwyczajnie stanie pośród wszystkich ze swą prostą i miłosierną bliskością, a w pewnych okolicznościach powinien iść za ludem, aby pomóc tym, którzy zostali z tyłu, a przede wszystkim dlatego, że sama owczarnia ma swój węch, aby rozpoznać nowe drogi. W swojej misji krzewienia komunii dynamicznej, otwartej i misyjnej powinien pobudzać i starać się o dojrzałość form uczestnictwa, proponowanych w Kodeksie Prawa Kanonicznego oraz innych form dialogu duszpasterskiego, pragnąc słuchać wszystkich, a nie tylko niektórych, zawsze gotowych prawić mu komplementy. Jednak celem tych działań nie będzie w pierwszym rzędzie organizacja kościelna, lecz realizacja misyjnego marzenia o dotarciu do wszystkich.......................................33. Duszpasterstwo w kluczu misyjnym wymaga rezygnacji z wygodnego kryterium duszpasterskiego, że «zawsze się tak robiło». Zachęcam wszystkich do śmiałości i kreatywności w tym zadaniu przemyślenia na nowo celów, stylu i metod ewangelizacyjnych swojej wspólnoty. Określenie celów bez stosownych wspólnotowych poszukiwań środków, aby je osiągnąć, skazane jest na przekształcenie się w czystą fantazję. Zachęcam wszystkich do zastosowania ofiarnie i hojnie wskazań tego dokumentu, bez zakazów i obaw. Ważne, by nie iść samemu, liczyć zawsze na braci, a szczególnie na przewodnictwo biskupów, przy mądrym i realistycznym rozeznaniu koniec zachęcam do obejrzenia pewnej inicjatywy w Kościele przy akceptacji Ojca Świętego Franciszka na początku 2014 roku. Poniżej link do transmisji z tego wydarzenia, które moim zdaniem może przyczynić się do zatrzymywania spadku zaufania do Kościoła w Polsce jak i w świecie: adhortacja: ... ona, _________________Pozdrawiam! Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!zsoborniki Pn lut 10, 2014 11:04 Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg Nie możesz rozpoczynać nowych wątkówNie możesz odpowiadać w wątkachNie możesz edytować swoich postówNie możesz usuwać swoich postówNie możesz dodawać załączników
Przyjdziemy do niego i będziemy u niego mieszkać” (J 14, 23). Wiara w Kościół opiera się więc na wierze w Boga. Kochać Kościół to kochać Boga, który do nas przychodzi. Bóg nie jest kimś nieruchomym, skostniałym w swojej wieczności, On żyje i jest obecny w swoim Kościele. Pytamy: Dlaczego tak wielu ludzi odrzuca dziś
Autor Wiadomość Dołączył(a): Pt lis 17, 2006 18:47Posty: 12979 mazli napisał(a):Dlatego właśnie tak niełatwo wytrwać w wierze. Dzisiejsze czasy mają z nic wartości takie jak choćby cnota czy uczciwość. Dzisiejszego "światłego" człowieka śmieszą takie "atrybuty". Zarzuca się katolikom "lenistwo". Myślę, iż właśnie wiara determinuje nas do wysiłku. Źle pojmowana jest wolność. Dla obecnego "wolnego" człowieka termin ten oznacza, iż możemy postępową w życiu jak chcemy nie pozbywając się złych przyzwyczajeń. W rozumowaniu osób wierzących wolność polega na powstrzymywaniem się od pokus, nałogów. Alkoholik twierdzi, że pije bo jest "wolny". Nie, jest on więźniem własnej mi się, że niewłaściwe rozumienie wolności (w tym też tolerancji) jest przyczyną, iż Kościół cieszy się mniejszą "popularnością", a nawet (co wiem z własnego doświadczenia) znajduje się pod stałym obstrzałem. Obawiam się że niestety masz dużo racji. Świat oferuje wiele przyjemności, łatwych zysków, ale na dobrą sprawę nieraz już w skrajnych wypadkach, człowiek się w tym gubi i rani przy okazji innych. Z drugiej strony wina jest w nas, przywykliśmy do myślenia że skoro to kraj samych katolików, to właściwie formalnością jest katecheza dla dziecka, które potem będzie posłusznie wierzyć. Podczas gdy w swej wolności wielu wybiera coś innego, bo to co widzą ich nie przekonuje. I ja się nie dziwie, Autorka prezentuje dość powszechne wątpliwości. Niestety ale dla znacznej cześci młodzieży (co wynika z mojego doświadczenia) potrzebna jest nowa ewangelizacja, o ile w ogóle dadzą sobie coś powiedzieć. Wina jest w wychowaniu, wina jest w tym że nie słucha się nieraz tego co młodzi ludzie mówią, w tym że dajemy sami takie świadectwo jakie dajemy. Mamy problem gdy przychodzi do wszelkich ankiet o duchowości tego narodu, bo okazuje się że są niewiele warte, nie oceniają rzeczywistości, ale raczej utrwaloną tradycje, przyzwyczajenie (wszystkich prawie się chrzci, wszyscy przystępują do bierzmowania itd.). _________________Pozdrawiam WIST Cz paź 15, 2009 13:10 Zaczarowana Dołączył(a): Pn paź 12, 2009 10:43Posty: 4 Re: Nie wierzę w kościół... Reguly co rozumiesz przez "każdy wybiera taki Kościół na jaki go stać"? Cz paź 15, 2009 16:20 Reguly Dołączył(a): Cz wrz 10, 2009 17:38Posty: 291 Re: Nie wierzę w kościół... Zaczarowana napisał(a):Reguly co rozumiesz przez "każdy wybiera taki Kościół na jaki go stać"? Sama sobie prosze sprobuj na to odpowiedziec... _________________Świętowit widzi więcej bo ma cztery twarze... Pt paź 16, 2009 10:46 maraskin zbanowany na stałe Dołączył(a): Pt sie 21, 2009 5:16Posty: 637Lokalizacja: Toruń Co mnie smuci to to że przez incydenty Krk ludzie odwracając się od tej instytucji ,odwracają się także od Boga. A nie powinnaś łączyć tych dwóch elementów. Ja miałem podobne uwagi co do Kościoła rzymskiego i zacząłem szukać Boga w Piśmie. Po przeczytaniu połowy Pisma, znalazłem dowody na moje wątpliwości, które niestety ale były słuszne, w moim odczuciu i wielu innych osób na Świecie. A tej prawdy nie chciałbym ponownie wyjawniać z uwagi na katolicki charakter tego forum. Natomiast mogę Ci powiedzieć że prędzej czy później zawsze prawda zwycięży u ludzi którzy szukają Boga . _________________Nicea 325, początek końca... Pt paź 16, 2009 17:46 nieja zbanowany na stałe Dołączył(a): Pn cze 22, 2009 11:19Posty: 230 Zaczarowana, sama odkryłaś prawdziwą naturę Kościoła. Ja znam jeszcze gorszą, ale nie chcę cię dołować. Opieraj się na własnym rozumie - to jedyna słuszna droga. Co do życia przed ślubem, to małżeństwo, niekoniecznie kościelne, jest pewną gwarancją prawdziwych intencji obojga. Jest pewnym poświęceniem, inwestycją, którą należy pokonać. Jakąś dodatkową gwarancją ze strony partnerów. Pt paź 16, 2009 23:57 WIST Dołączył(a): Pt lis 17, 2006 18:47Posty: 12979 nieja napisał(a):Zaczarowana, sama odkryłaś prawdziwą naturę Kościoła. Co po niektórzy tutaj pokazali że umieją rozdzielić czyny jednostki, od zdania ogółu/grupy. Niestety nie wszyscy, co jest dla mnie dowodem że nienawiść do Kościoła przykrywa zdolność rozsądnego rozumowania. Taki paradoks, mówię o używaniu rozumu, a sam kieruje się czystą niechęcią. _________________Pozdrawiam WIST So paź 17, 2009 0:14 Reguly Dołączył(a): Cz wrz 10, 2009 17:38Posty: 291 Dotrzec (sprobowa zblizyc sie do Boga Najwyzszego) mozna na wiele sposobow, przy czym sposob najlepszy dla jednego (jako, ze ludzie sa rozni) wcale nie musi byc taki dla drugiego... _________________Świętowit widzi więcej bo ma cztery twarze... So paź 17, 2009 8:15 ziele_force Dołączył(a): Cz maja 21, 2009 8:36Posty: 366 Cytuj:Co po niektórzy tutaj pokazali że umieją rozdzielić czyny jednostki, od zdania ogółu/grupy. Niestety nie wszyscy, co jest dla mnie dowodem że nienawiść do Kościoła przykrywa zdolność rozsądnego rozumowania. Taki paradoks, mówię o używaniu rozumu, a sam kieruje się czystą niechęcią. Coś jak Jezus nienawidzący faryzeuszy, lubujący się w celnikach i nierządnicach So paź 17, 2009 15:25 WIST Dołączył(a): Pt lis 17, 2006 18:47Posty: 12979 ziele_force napisał(a):Coś jak Jezus nienawidzący faryzeuszy, lubujący się w celnikach i nierządnicach Generalnie męczą mnie takie wypowiedzi. Nie wiem czy nie chcecie, czy nie potraficie napisać czegoś bardziej ambitnego. _________________Pozdrawiam WIST So paź 17, 2009 20:29 mazli Dołączył(a): So paź 03, 2009 7:47Posty: 1170 ziele_force napisał:Cytuj:Coś jak Jezus nienawidzący faryzeuszy, Ziele_force podaj proszę fragment, czy jakiś dowód, mówiąy, że Jezus kogokolwiek napisał:Cytuj:...lubujący się w celnikach i nierządnicach Cóż, Pismo mówi wyraźnie - "Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami? On usłyszawszy to, rzekł: Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników." (Mt 9, 11-13) Chyba nie potrzeba głębszej analizy tego fragmentu. So paź 17, 2009 21:01 Reguly Dołączył(a): Cz wrz 10, 2009 17:38Posty: 291 Kiedys zadano mi takie o to pytanie (w ramach co prawda innego systemu wyznaniowego): Cytuj:dopuszczasz taką mozliwość żeby każdy jeden [...] wierzył "po swojemu"; sam dokonywał interpretacji wierzeń przodków ? Zawsze, kazdy wierzy po swojemu (rowniez w ramach monoteizmow, pomimo powszechnie przyjetego kanonu i dogmatyzmow)... To po pierwsze, a po drugie - wiara [...] nie zwalnia nas od myslenia i poszukiawania sposobu na mozliwe najlepsze (dla nas, danej osoby, w ramach wrodzonych lub/i nabytych predyspozycji) zblizenie sie do Boga... _________________Świętowit widzi więcej bo ma cztery twarze... Pt paź 23, 2009 10:19 Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg Nie możesz rozpoczynać nowych wątkówNie możesz odpowiadać w wątkachNie możesz edytować swoich postówNie możesz usuwać swoich postówNie możesz dodawać załączników

A tego wszystkiego nie da się pogodzić z doktryną reinkarnacji. Chrześcijanie uświadomili to sobie bardzo wcześnie. W społeczeństwie starożytnym przeświadczenie o wędrówce dusz było bowiem niezmiernie popularne. Stał za nim autorytet tak wielkich filozofów, jak Pitagoras i Platon, do których dołączył później Plotyn.

publikacja 09:30 Kościół? - pyszni hierarchowie; grzeszni i chciwi księża; bezduszna instytucja; wysokie, bezsensowne wymagania; mętne i zmieniające się z biegiem czasu nauczanie; ciemne karty historii…? - na te pytanie ma odpowiedzieć siódmy blok spotkań cyklu „Poruszyć Niebo i Ziemię". Zastanawiasz się, po co Ci Kościół? Szukasz w nim swojego miejsca? A może wcale się w nim nie odnajdujesz i… nie chcesz mieć z nim nic wspólnego? - pytają prowokacyjnie organizatorzy imprezy, która tym razem będzie przebiegać po hasłem: WIERZĘ W BOGA, NIE WIERZĘ W KOŚCIÓŁ. Próbując wyjść naprzeciw tym zagadnieniom zapewniają rzeczowe i merytoryczne debaty - "bez uciekania od trudnych pytań i owijania w bawełnę"! Poniżej plan najbliższych spotkań cyklu „Poruszyć Niebo i Ziemię”: 1. Słowo dla zniechęconych - ks. Dariusz Szyszka, wtorek 19 maja, godz. Aula 1 , Budynek 23, Kampus SGGW na Ursynowie. Czy można wierzyć bez Kościoła? Wierzyć w Kościół ? - ale w który? Jak być w Kościele, skoro księża „są tacy” ? Ksiądz „też człowiek” czy chodzący ideał? Czy w Kościele jest miejsce dla grzeszników? Nauczanie Kościoła – restrykcyjne wymagania, wymuszanie heroizmu? Czy w Kościele jest miejsce dla osób samodzielnie myślących? Czy nie zgadzając się częściowo z jego nauczaniem mam szansę w nim być? ? Co jest ważniejsze – sztywne zasady czy miłość? Co robić, jeśli nie widzę swojego miejsca w Kościele? 2. "Tak bardzo chciałbym zostać kumplem Twym..." - Muniek Staszczyk w rozmowie o wierze i życiu z ks. Przemkiem "Kawą" Kaweckim, środa 20 maja, godz. Aula 1, Budynek 24, Kampus SGGW na Ursynowie Wokalista legendarnej grupy T-LOVE jakiego jeszcze nie znacie. Muniek opowie o tym, jak postrzega współczesny Kościół i jakie ma doświadczenie tej wspólnoty, odpowie na pytanie „dlaczego chłopaki nie płaczą i nie chodzą do Kościoła?”, a także wyjaśni, co dla niego znaczy „być prawdziwym facetem”. 3. Męskie Rozmowy o Seksie - o. Ksawery Knotz OFMcap, dr Szymon Grzelak, dr n. med. Stanisław Dulko, dr n. med. Grzegorz Południewski, dr Jerzy Rodzeń, czwartek 21 maja, godz. Aula B, SGH Debata o seksie w małżeństwie i antykoncepcji – merytoryczne starcie przedstawicieli „dwóch stron”. Spotkanie nie tylko dla mężczyzn. Jaka jest nauka Kościoła o seksie, czyli co wolno, a czego wolno robić w małżeństwie. Jakie powinno być podejście małżonków do kwestii seksu? Czy można z czystym sumieniem eksperymentować w łóżku? Jakie jest zdanie Kościoła o antykoncepcji? Zabrania jej stosowania, czy dopuszcza jakieś wyjątki? Czy seks zawsze musi nieść za sobą założenia reprodukcyjne? Czy zabranianie parze spontanicznego okazywania sobie miłości poprzez współżycie nie jest czymś złym ? Na czym polega Naturalne Planowanie Rodziny? NPR i antykoncepcja – skuteczność, wady i zalety. 4. Z Archiwum X Kościoła - prof. Paweł Kras, o. prof. Jacek Salij OP, ks. prof. Waldemar Chrostowski, czwartek 27 maja, godz. Aula w Starym BUW, Kampus Główny UW Ciemne karty w historii Kościoła, tajemnicze zakamarki… - obalamy mity, wyjaśniamy nieścisłości ! Inkwizycje, krucjaty, nieomylność papieża, sens dogmatów, zmiany w nauczaniu, wolność sumienia vs nakazy Kościoła. Szczegóły ( program, sylwetki gości i informacje o dojeździe) na stronie: Dodatkowo nagrania wideo spotkań organizowanych w ramach poprzednich bloków projektu: Na kanale ASK Soli Deo: konferencja ks. Piotra Pawlukiewicza „Żyć Mocniej” i panel „Pokonać Siebie”, w którym udział wzięli dwaj medaliści olimpijscy – Michał Jeliński i Szymon Kołecki, oraz najmłodszy zdobywca obu biegunów – Jan Mela.

Tak trzydzieści lat temu powstał niniejszy tomik i został wydany pt. " W trosce o głębszą wiarę". Ponieważ zawiera esencję prawdy objawionej, może być z pożytkiem czytany także w naszym pokoleniu. ks. Edward Staniek. Części: 1. Wiara 2. Kościół i sakramenty 3. Boże przykazania 4. Modlitwa 5. Rzeczy ostateczne Dodatek:

Autorstwa Michelle, Cameroon Moja rodzina była zawsze bardzo biedna, więc marzyłam o tym, aby zostać dyrektorem banku i mieć określoną pozycję w społeczeństwie, aby już nie brakowało nam tak bardzo pieniędzy. Kiedy skończyłam studia i zaczęłam szukać pracy, rozesłałam mnóstwo ofert, ale wcale nie było łatwo i nigdy nie znalazłam takiej posady, jaką chciałam. Ciągle dostawałam przeciętne, niskopłatne stanowiska. W roku 2019 przyjęłam dzieło Boga Wszechmogącego w dniach ostatecznych i po pewnym czasie zaczęłam pełnić w kościele obowiązek podlewania współbraci w wierze. Myślałam, że jeśli będę się starała ze wszystkich sił dla Boga, z pewnością mnie pobłogosławi i pomoże mi znaleźć dobrą posadę. Pełniąc swoje obowiązki w kościele, wciąż wysyłałam więc podania o pracę. W końcu, w czerwcu 2021 roku, zadzwonił do mnie przedstawiciel pewnej firmy, który zaprosił mnie na rozmowę kwalifikacyjną. Weszłam do internetu, by sprawdzić, co to za przedsiębiorstwo, i okazało się, że to międzynarodowa firma, której dyrektor naczelny dokonuje inwestycji na całym świecie. Był też właścicielem dużego banku, dla którego chciałam niegdyś pracować, ale nigdy nie zaproszono mnie na rozmowę. Nigdy nie przypuszczałam, że kiedyś ta firma sama odezwie się do mnie i zaprosi mnie na spotkanie w sprawie pracy. Była to więc miła niespodzianka. Czułam, że to Bóg daje mi szansę, a jeśli będę mogła pracować w tej międzynarodowej firmie, będzie to znak, że mi błogosławi. Powiedziałam sobie, że tym razem na pewno mi się uda i dostanę kierowniczą pensję, ponieważ Bóg mi dopomoże. Byłam wielce podekscytowana, że wreszcie mam szansę dostać swoją wymarzoną posadę, która sprawi, że uznam, iż było warto zdobywać stopień magistra, na który tak ciężko pracowałam. Zaczęłam sobie wyobrażać, jak moje życie niebawem się zmieni: będę miała mnóstwo pieniędzy, własny dom i będę mogła kupić, co tylko zechcę. Myślałam, że będę mogła podróżować po świecie i odpowiednio zadbać o rodzinę, a zwłaszcza o moich rodziców. Sądziłam, że kiedy już zacznę tam pracować, wszystko zmieni się na lepsze. Kiedy przyszłam na rozmowę, zorientowałam się, że jest troje kandydatów, i zaczęłam się bać, że mnie nie wybiorą, lecz wtedy powiedziałam sobie: „Nie, to ja dostanę tę posadę. Jestem dzieckiem Boga i On z pewnością mnie pobłogosławi. Bez względu na wszystko, Bóg zachowa to stanowisko dla mnie”. Wierzyłam również trochę we własne umiejętności. Podczas rozmowy odpowiedziałam na wszystkie pytania, a mój rozmówca powiedział mi, że zadzwonią do mnie w ciągu pięciu dni, jeśli mnie wybiorą. Byłam pewna, że tak właśnie się stanie. Pięć dni później niecierpliwie czekałam na telefon, ale nikt nie zadzwonił przez cały dzień. Minął tydzień, i wciąż nie było telefonu od tej firmy. Wtedy zdałam sobie sprawę, że wybrano kogoś innego. Byłam załamana i zaczęłam zapytywać samą siebie, co ze mną nie tak, i dlaczego mi się nie powiodło. Zdałam się na Boga i modliłam się do Niego, więc dlaczego mi się nie udało? Odczuwałam wielką słabość oraz zniechęcenie, i zaczęłam obwiniać Boga o własne niepowodzenie. Wierzyłam w Niego już ponad dwa lata i przez cały ten czas należycie wypełniałam swoje obowiązki. Ngdy nie odeszłam od Boga ani nie zrezygnowałam z pełnienia swego obowiązku. Dlaczegóż zatem nie chciał obdarzyć mnie łaską i błogosławieństwami? Popadałam w coraz większy smutek i przygnębienie, do tego stopnia, że przez cały tydzień nie chodziłam na zgromadzenia ani nie czytałam słów Bożych. Gdy kontaktowali się ze mną bracia i siostry, bardzo mnie to irytowało i nie chciałam im odpowiadać ani z nimi rozmawiać. Na nic nie miałam zresztą ochoty i nie chciało mi się nawet wychodzić z domu. Przestałam wypełniać swoje ewangelizacyjne obowiązki i dzielić się słowami Boga z braćmi i siostrami. Całymi dniami nie wychodziłam z pokoju, zupełnie pozbawiona motywacji i celów. Nie chciało mi się nawet jeść. W zaledwie kilka dni straciłam na wadze. Pewnego dnia usłyszałam hymn ze słów Bożych: „Tym, czego Bóg pragnie w próbach, jest szczere serce człowieka”. „Kiedy Bóg poddaje ludzi próbom, jaką rzeczywistość pragnie stworzyć? Bóg nieustannie prosi, aby ludzie oddawali Mu swoje serca. Kiedy Bóg poddaje cię próbie, widzi On, czy twoje serce jest przy Nim, czy też przy ciele i szatanie. Kiedy Bóg poddaje cię próbie, widzi, czy stoisz w opozycji do Niego, czy też zajmujesz stanowisko, które jest z Nim zgodne, i widzi, czy twoje serce jest po Jego stronie. Kiedy jesteś niedojrzały, a stajesz w obliczu próby, masz niewiele pewności siebie i nie wiesz dokładnie, co powinieneś zrobić, aby wypełnić Boże intencje, ponieważ twoje zrozumienie prawdy jest ograniczone. Jednakże jeśli mimo tego potrafisz autentycznie i szczerze modlić się do Boga, jeśli gotów jesteś oddać Mu serce, uczynić Boga swoim Panem i masz w sobie chęć ofiarowania Bogu wszystkiego, co uważasz za najcenniejsze – to oznacza, że oddałeś Bogu swoje serce. W miarę, jak będziesz słuchał kolejnych kazań i rozumiał coraz więcej prawdy, twoja postawa również będzie stopniowo dojrzewać. Standard, którego Bóg będzie wówczas od ciebie wymagał, nie będzie taki sam jak wtedy, gdy byłeś niedojrzały; teraz będzie On wymagał od ciebie więcej. Kiedy ludzie stopniowo oddają swoje serca Bogu, ich serca powoli się do Niego zbliżają; a gdy ludzie potrafią prawdziwie zbliżyć się do Boga, w ich sercach wzrasta coraz większa cześć dla Niego. Takiego właśnie serca pragnie Bóg” („Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”). Wtedy zrozumiałam, że gdy Bóg poddaje ludzi próbie, obserwuje ich serca: patrzy, na czym im zależy, i czy podporządkowują się Bogu w okolicznościach, jakie dla nich stworzył. Ja zaś, zamiast ofiarować Bogu swoje serce, myślałam tylko o tym, jak się Nim posłużyć, aby spełnić swe własne pragnienia. Kiedy nie dostałam tej posady, bogactwa i dóbr materialnych, których pragnęłam, moja wiara osłabła, nie chciałam uczestniczyć w zgromadzeniach ani pełnić swego obowiązku. Była to zdrada wobec Boga i mogłam utracić swoje świadectwo o Nim w tej sytuacji. Zaczęłam więc się modlić: „Boże Wszechmogący, Ujawniłeś, że nie jestem Ci oddana i nie jestem wobec Ciebie szczera. Nie wytrwałam przy świadectwie o Tobie ani Ci się nie podporządkowałam. Boże, proszę, zmiłuj się nade mną. Pragnę okazać skruchę”. Po tej modlitwie poczułam znacznie większy spokój i zaczęłam odpowiadać na wiadomości od braci i sióstr. Jedna z nich spytała mnie, w jakim jestem stanie, i powiedziałam jej o wszystkim, przez co ostatnio przechodziłam. Wówczas przesłała mi następujący fragment słów Bożych: „Nikt nie przechodzi przez całe życie bez cierpienia. Dla niektórych ludzi ma ono związek z rodziną, dla niektórych z pracą, dla innych z małżeństwem, a dla jeszcze innych z chorobą fizyczną. Każdy cierpi. Niektórzy mówią: »Dlaczego ludzie muszą cierpieć? Jak wspaniale byłoby przeżyć całe życie spokojnie i szczęśliwie. Czy nie możemy nie cierpieć?«. Nie – każdy musi cierpieć. Cierpienie powoduje, że każdy człowiek doświadcza niezliczonych doznań fizycznego życia, niezależnie od tego, czy doznania te są pozytywne czy negatywne, aktywne czy bierne. Cierpienie przynosi ci różne uczucia i możliwości docenienia, które dla ciebie składają się na doświadczenie życiowe. Jeśli na ich podstawie będziesz umiał szukać prawdy i zrozumieć wolę Bożą, to będziesz się coraz bardziej zbliżać do standardu, jakiego wymaga od ciebie Bóg. To jest jeden aspekt, który również ma na celu uczynienie ludzi bardziej doświadczonymi. Innym aspektem jest odpowiedzialność, którą Bóg daje człowiekowi. Jaka to odpowiedzialność? Musisz przejść przez to cierpienie, znieść je, a jeśli podołasz, stanie się to świadectwem, a nie powodem do wstydu” („Dopiero gdy uporządkujesz swoje koncepcje, możesz wejść na właściwą ścieżkę wiary w Boga (1)” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Ze słów Boga dowiedziałam się, że każdy, czy to wierzący, czy niewierzący, toczy w swym życiu jakieś zmagania, a cierpienie jest częścią życia. Cierpienie zaś nie jest wcale pozbawione wartości. Może bowiem wzbogacić moje doświadczenie i zbliżyć mnie do Boga. Mogę przyjść przed Jego oblicze, by poszukiwać prawdy i Jego woli. Zostaliśmy tak dogłębnie skażeni przez szatana, że wszyscy jesteśmu chciwi, pragniemy sławy, uganiamy się za statusem oraz świetlaną przyszłością i nie miłujemy prawdy. Jeśli będziemy wiedli beztroski żywot pośród wszelkich wygód, będziemy tylko coraz bardziej oddalać się od Boga i będziemy coraz bardziej zepsuci. Uznałam, że Bóg pozwolił, by mnie to spotkało, abym stanęła przed Nim na modlitwie i zaczęła szukać prawdy, abym zyskała prawdziwą wiarę w Boga i zbliżyła się do Niego. Gdy pojęłam szczere intencje Boga, nie chciałam już zmagać się z tą sytuacją, tylko bez względu na to, co będzie dalej, chciałam okazywać Bogu absolutne posłuszeństwo i pozostać Mu oddaną. Potem przeczytałam kolejny fragment słów Bożych. Bóg Wszechmogący mówi: „Ludzie w swych doświadczeniach życiowych często myślą sobie: porzuciłem swoją rodzinę i karierę dla Boga, a co On mi dał? Muszę to podsumować i potwierdzić: czy otrzymałem ostatnio jakieś błogosławieństwa? W tym czasie dużo dałem z siebie, wysilałem się i wysilałem, i wiele wycierpiałem – czy Bóg dał mi w zamian jakieś obietnice? Czy pamiętał moje dobre uczynki? Jaki będzie mój koniec? Czy mogę otrzymać Boże błogosławieństwa?… Każdy człowiek stale dokonuje takich kalkulacji w swoim sercu i ludzie kierują do Boga żądania wynikające z tych motywacji, ambicji i transakcyjnej mentalności. To znaczy, że w swoim sercu człowiek nieustannie sprawdza Boga, nieustannie wymyśla plany dotyczące Boga i nieustannie spiera się z Bogiem o swój koniec, a także próbuje wydobyć od Boga oświadczenie, sprawdzając, czy Bóg może dać mu to, czego chce, czy nie. Człowiek jednocześnie podąża za Bogiem i nie traktuje Boga jak Boga. Człowiek zawsze starał się targować z Bogiem, nieustannie stawiając Mu wymagania, a nawet naciskając na Niego na każdym kroku, próbując wziąć kilometr po otrzymaniu centymetra. W tym samym czasie gdy człowiek próbuje targować się z Bogiem, również spiera się z Nim, a są nawet ludzie, którzy, gdy spotykają ich próby lub znajdują się w pewnych sytuacjach, często stają się słabi, bierni i leniwi w swojej pracy, i pełni skarg na Boga. Człowiek, od czasu, gdy po raz pierwszy zaczął wierzyć w Boga, uznał Boga za róg obfitości, szwajcarski scyzoryk, a samego siebie uznał za największego wierzyciela Boga, tak jakby próby uzyskania błogosławieństw i obietnic od Boga były jego nieodłącznym prawem oraz obowiązkiem, podczas gdy obowiązkiem Boga było chronić i dbać o człowieka, i zaopatrywać go. Takie jest podstawowe zrozumienie »wiary w Boga« wszystkich tych, co wierzą w Boga, i takie jest ich najgłębsze zrozumienie pojęcia wiary w Boga. Od natury i istoty człowieka po jego subiektywne dążenie nie ma nic, co odnosi się do bojaźni Bożej. Cel człowieka w wierze w Boga nie może mieć nic wspólnego z oddawaniem czci Bogu. To znaczy, że człowiek nigdy nie uważał ani nie rozumiał, że wiara w Boga wymaga bojaźni Bożej i oddawania czci Bogu. W świetle takich warunków istota człowieka jest oczywista. Jaka jest ta istota? Jest ona taka, że serce człowieka jest złośliwe, kryje w sobie zdradę i oszustwo, nie kocha uczciwości i sprawiedliwości i tego, co jest pozytywne, jest też nikczemne i chciwe. Serce człowieka nie może być bardziej zamknięte na Boga; człowiek w ogóle nie oddał go Bogu. Bóg nigdy nie widział prawdziwego serca człowieka ani nigdy nie był czczony przez człowieka. Bez względu na to, jak wielką cenę płaci Bóg, jakie dzieło wykonuje i ile daje człowiekowi, człowiek pozostaje na to wszystko ślepy i zupełnie obojętny. Człowiek nigdy nie oddał swego serca Bogu, chce tylko myśleć o swoim sercu, sam podejmować własne decyzje, których podtekstem jest to, że człowiek nie chce podążać drogą bojaźni Bożej i unikania zła ani być posłuszny suwerenności i ustaleniom Boga, ani też nie chce czcić Boga jako Boga. Taki jest dzisiejszy stan człowieka” („Boże dzieło, Boże usposobienie i Sam Bóg (II)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga ujawniały stan, w jakim naprawdę się znajdowałam, i sprawiły, że było mi strasznie wstyd. Wierzyłam w Niego tylko dla błogosławieństw, a choć ponosiłam koszty dla Boga, ostatecznie robiłam to tylko po to, by zostać przez Niego nagrodzoną. Służyłam Mu z zapałem, inwestując w wypełnianie swego obowiązku tak wiele czasu i energii, w nadziei, że Bóg mnie pobłogosławi i obdarzy swą łaską, i w końcu dostanę dobrze płatną posadę w branży, której dotyczyły moje studia. Wtedy zaś będę wiodła szczęśliwe życie i niczego nie będzie mi brakowało, i ani ja, ani moja rodzina nie będziemy już dłużej cierpieć. Tak właśnie myślałam, i taki był mój cel. Jednakże po ponad dwóch latach wiary w Boga te błogosławieństwa, do których uzyskania dążyłam, nadal się nie ziściły. Kiedy nie dostałam posady, którą miałam nadzieję otrzymać, opuścił mnie cały zapał do tego, by podążać za Bogiem i Mu służyć. Fakty te ukazały mi, że przez cały ten czas oszukiwałam Boga, usiłując robić z Nim interesy. Wyglądało to tak, jakbym ciężko dla Niego pracowała, uczęszczała na zgromadzenia i aktywnie wypełniała swój obowiązek, lecz tak naprawdę miałam swoje ukryte cele: chciałam zyskać więcej łaski i błogosławieństw od Boga. Oświecenie zawarte w słowach Bożych ukazało mi mój egoizm, wykazując, że myślałam tylko o sobie i swojej rodzinie, narzucając Bogu swoje wymagania i stawiając Mu wygórowane żądania. Wcale nie traktowałam Go jak Boga, i tak naprawdę wcale nie czciłam Boga w swojej wierze. Domagałam się od Niego zapłaty, jakby był moim dłużnikiem, każąc Mu obdarzać mnie szczególnymi łaskami i posługując się Nim do spełniania mych zachcianek. Bóg już dał nam życie i bez żadnych warunków obdarzył nas tak wieloma prawdami! Stał się ciałem i tak wiele wycierpiał, by zbawić nas, ludzi, skażonych przez szatana. A wszystko po to, abyśmy mogli zyskać prawdę, wyzbyć się skażenia i zostać w pełni zbawieni przez Boga. Boża miłość do nas jest przeogromna, i obdarzył nas tak wielką łaską! Ja jednak byłam ślepa na miłość Boga i w ogóle nie dbałam o Jego wolę. Umiałam jedynie stawiać żądania. Nie miałam rozumu ni sumienia! Słowa Boga zawsze ujawniają stany, w których rzeczywiście się znajduję. Jeśli będę wykorzystywać moje poświęcenia po to, by w zamian domagać się od Boga błogosławieństw, których pragnę, traktując mój obowiązek jak część jakiejś transakcji, tego rodzaju wiara i służba niczym nie będzie się różnić od pracy dla jakiegoś szefa w zewnętrznym świecie. Wówczas będzie to wszytko tylko po to, by dostać coś w zamian, i nie ma w tym za grosz szczerości. Później przeczytałam kolejny ustęp słów Bożych, z końcowego fragmentu książki „Dzieło Boga i praktykowanie przez człowieka”: „Bez względu na to, jak są wypróbowywani, wierność tych, którzy mają Boga w sercu, pozostaje niezmieniona, ale dla tych, którzy nie mają Boga w swoim sercu, gdy tylko dzieło Boże nie jest korzystne dla ich ciała, zmieniają swoje spojrzenie na Boga, a nawet odchodzą od Boga. Takimi są ci, którzy nie wytrwają do końca, którzy szukają tylko Bożych błogosławieństw i nie mają pragnienia, aby służyć Bogu i poświęcić się Mu. Tacy bezwartościowi ludzie zostaną wyrzuceni, gdy dzieło Boga dobiegnie końca i nie zasługują na żadne współczucie. Ci, którzy nie mają człowieczeństwa, nie są w stanie prawdziwie kochać Boga. Gdy środowisko jest bezpieczne lub gdy można osiągnąć zyski, są oni całkowicie posłuszni Bogu, ale gdy to, czego pragną, jest zagrożone lub ostatecznie odrzucone, natychmiast się buntują. Nawet w ciągu jednej nocy mogą przejść przemianę z uśmiechniętego, »życzliwego« człowieka w ohydnego i okrutnego zabójcę, traktując nagle wczorajszego dobroczyńcę jak śmiertelnego wroga bez widocznej przyczyny. Jeśli te demony nie zostaną wypędzone, demony, które zabiłyby bez mrugnięcia okiem, czy nie staną się źródłem skrytego zagrożenia?” („Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga mówią nam, że tylko ci, którzy mają w sercu miejsce dla Boga, potrafią wytrwać przy świadectwie pośród zsyłanych przez Niego prób, lecz ci, co nie mają Boga w sercu, myślą jedynie o własnych interesach. Kiedy zyskują jakieś wymierne, cielesne korzyści, zmuszają się do okazywania posłuszeństwa Bogu, ale kiedy tylko nie dostaną tego, czego chcą, zaczynają uważać Go za wroga, obwiniając Go i zdradzając. To właśnie tego rodzaju osób Bóg nienawidzi i wyeliminuje je, gdyż podobne są do demonów. Rozważając słowa Boga, zdałam sobie sprawę, że i ja byłam wszak kimś takim. Wierzyłam przecież właśnie dla błogosławieństw. Dopóki członkowie mojej rodziny byli zdrowi, a ja sama miałam dobrą pracę, byłam gotów ciężko pracować dla Boga. Jeśli jednak te sprawy nie układały się tak, jak chciałam, zbuntowałam się i zaczęłam narzekać na Boga. Nie miałam za grosz oddania i uległości wobec Niego. Zrozumiałam, że moja wiara w Boga nie była szczera; że oszukiwałam Boga i robiłam z Nim interesy, dla Niego zaś taka wiara nigdy by się nie liczyła. Bóg kompletuje właśnie grupę zwycięzców w dniach ostatecznych. Potrafią oni zwrócić się całym sercem ku Bogu i żyć tylko po to, by Mu zadośćuczynić. Gotowi są cierpieć dla Boga, i potrafią wytrwać pośród trudności, jak Hiob, aby świadczyć o Bogu. To ich właśnie Bóg na końcu udoskonali, i tylko oni zasługiwać będą na Jego pochwałę i błogosławieństwa. Hiob tak wiele wycierpiał, przechodząc próby, lecz nigdy nie obwiniał Boga o swe cierpienie. W gruncie rzeczy ani na chwilę nie zachwiał się w swej wierze w Boga, a kiedy stracił wszystkie swe dzieci i cały dobytek, wciąż potrafił chwalić imię Boże i podporządkowywać się władzy Boga. W ten sposób niósł o Nim donośne świadectwo. Dla porównania jednak ja byłam naprawdę daleka od spełnienia Bożych wymagań. Pewnego dnia przeczytałam następujący ustęp słów Bożych, z końcowego fragmentu książki „Wobec kogo jesteś lojalny?”. „Gdybym miał teraz położyć przed wami trochę pieniędzy i dał wam wolność wyboru – i gdybym nie potępił was za wasz wybór – wtedy większość z was wybrałaby pieniądze i porzuciła prawdę. Ci lepsi z was odrzuciliby pieniądze i niechętnie wybrali prawdę, podczas gdy ci pośrodku wzięliby pieniądze do jednej ręki, a prawdę do drugiej. Czy w ten sposób wasza prawdziwa natura nie stałaby się widoczna jak na dłoni? Wybierając pomiędzy prawdą i czymkolwiek innym, wobec czego jesteście lojalni, wszyscy dokonalibyście tego wyboru, a wasza postawa pozostałaby niezmieniona. Czyż tak nie jest? Czyż pośród was nie ma wielu, którzy wahali się pomiędzy tym, co dobre, a tym, co złe? W starciach pomiędzy pozytywnym i negatywnym, czarnym i białym, na pewno jesteście świadomi, jakich wyborów dokonaliście pomiędzy rodziną i Bogiem, dziećmi i Bogiem, pokojem i chaosem, bogactwem i ubóstwem, wysoką pozycją i przeciętnością, poczuciem przynależności i wykluczeniem itd. Wybierając pomiędzy szczęśliwą rodziną i rozbitą rodziną, z pewnością bez wahania wybraliście tę pierwszą; wybierając pomiędzy bogactwem i obowiązkiem, ponownie bez mrugnięcia okiem wybraliście to pierwsze, i brak wam nawet chęci, by powrócić do brzegua; wybierając pomiędzy luksusem i niedostatkiem, wybraliście luksus; wybierając pomiędzy waszymi synami, córkami, żonami, mężami a Mną, wybraliście tych pierwszych; a wybierając pomiędzy pojęciem i prawdą, ponownie wybraliście to pierwsze. W obliczu wszelakich waszych nagannych uczynków, zwyczajnie utraciłem wiarę, którą w was pokładałem. Po prostu zdumiewa Mnie, że wasze serca są tak oporne na to, by je zmiękczyć. Wygląda na to, że lata oddania i usilnych starań przyniosły Mi tylko wasze porzucenie i waszą rozpacz, lecz Moja nadzieja co do was rośnie z każdym mijającym dniem, ponieważ Mój dzień już dawno został w całości objawiony każdemu. Jednak wy upieracie się przy szukaniu rzeczy mrocznych i złych i nie chcecie wypuścić ich z ręki. A skoro tak, to jaki będzie wasz wynik? Czy kiedykolwiek starannie się nad tym zastanowiliście? Gdyby poproszono was, żebyście wybrali jeszcze raz, jakie byłoby wasze stanowisko? Czy ponownie wybralibyście »to pierwsze«? Czy wciąż przynosilibyście Mi rozczarowanie i godny pożałowania smutek? Czy wasze serca wciąż posiadałyby tylko odrobinę ciepła? Czy wciąż nie wiedzielibyście, co zrobić, by pocieszyć Moje serce? Co byście wybrali w tej chwili? Czy podporządkujecie się Mym słowom, czy raczej będziecie nimi zmęczeni? Mój dzień został objawiony waszym oczom, a to, przed czym stoicie, jest nowym życiem i nowym punktem wyjścia. Jednak muszę wam powiedzieć, że punkt ten nie jest początkiem nowego dzieła z przeszłości, ale raczej zwieńczeniem starego dzieła. Oznacza to, że jest to akt ostatni. Sądzę, że wszyscy rozumiecie, dlaczego ów punkt wyjścia jest wyjątkowy. Pewnego dnia, już niedługo, wszyscy pojmiecie jednak jego prawdziwe znaczenie. Przejdźmy zatem dalej i powitajmy nadejście finału!” („Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boże były dla mnie wielce poruszające i zrozumiałam, że zdradzanie Boga rzeczywiście leży w ludzkiej naturze. Kochamy jedynie dobra materialne i pieniądze, status i sławę a nie miłujemy prawdy. Mimo iż nasza natura jest dla Boga odrażająca, nie zwraca On uwagi na nasze skażenie i skłonność do buntu, a patrzy na to, czy obecnie dążymy do prawdy, czy okazaliśmy skruchę i się zmieniliśmy. Bóg pragnie w pełni zbawić nas od wpływu szatana i wprowadzić do swego królestwa. Ja jednak nie ceniłam sobie Bożej łaski ani nie dążyłam do prawdy. Skupiona byłam na tym, by znaleźć dobrą posadę z wysoką pensją, pragnąc bogactwa i cielesnych wygód. Jakże byłam głupia! Jedynie prawda jest w stanie ocalić ludzi, obmyć nas z naszego skażenia, pozwolić nam odróżniać dobro i zło oraz uniknąć podstępów szatana i nie dozanć od niego krzywdy. Zrozumienie prawdy może nam pomóc poznać Boga, dowiedzieć się, jak żyć i jak odnaleźć sens ludzkiego życia. Uganianie się za pieniędzmi i dobrami doczesnymi oddaliłoby mnie jedynie od Boga, sprawiając, że byłabym tylko jeszcze bardziej zepsuta, chciwa i pobłażliwa dla siebie, tracąc tym samym szansę na zbawienie. Jak powiedział Pan Jezus: „Mówię wam też: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego” (Mt 19:24). Nadmiar bogactwa i nazbyt wygodne życie to niekoniecznie coś dobrego. Jak mówi Księga Przysłów: „I szczęście głupich zgubi ich” (Prz 1:32). Pan Jezus ostrzegał nas: „Nie troszczcie się więc, mówiąc: Cóż będziemy jeść? albo: Co będziemy pić? albo: W co się ubierzemy? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Wie bowiem wasz Ojciec niebieski, że tego wszystkiego potrzebujecie. Ale szukajcie najpierw królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6:31-33). Katastrofy cały czas przybierają na sile. Najważniejsze jest teraz, by wyposażyć się w prawdę i pracować ciężko przy wypełnianiu swego obowiązku. Pełniąc nasz obowiązek, musimy się starać odrzucić skażenie i podporządkować się Bogu, aby w Jego oczach stać się godnymi miana Jego stworzeń. Nic innego nie ma znaczenia ani wartości. Nauczyłam się też, że to, czy znajdę dobrą posadę, jest wyłącznie w rękach Boga. Byłam gotów podporządkować się Jego zarządzeniom i oddać się bez reszty w Jego ręce. Potem przeczytałam kolejny fragment słów Bożych: „Nie ma żadnej korelacji między obowiązkiem człowieka a tym, czy będzie on pobłogosławiony, czy przeklęty. Obowiązek to coś, co człowiek powinien wypełnić; jest to jego powołanie zesłane mu z nieba, a jego wykonywanie nie powinno zależeć od rekompensaty czy rozmaitych warunków bądź przyczyn. Tylko wtedy bowiem jest to wykonywanie swojego obowiązku. Być pobłogosławionym oznacza zostać udoskonalonym i cieszyć się Bożymi błogosławieństwami, doświadczywszy sądu. Bycie przeklętym oznacza, że usposobienie danej osoby nie ulega zmianie po tym, jak doświadczyła ona karcenia i sądu. Wówczas nie doświadcza ona również doskonalenia, lecz otrzymuje karę. Jednakże bez względu na to, czy zostaną pobłogosławione, czy przeklęte, istoty stworzone winny wypełniać swój obowiązek, robiąc to, co do nich należy i to, co są w stanie zrobić. Każda osoba, – osoba, która podąża za Bogiem – winna zrobić przynajmniej tyle. Nie powinieneś spełniać swojego obowiązku tylko dla uzyskania błogosławieństwa i nie powinieneś odmawiać działania z obawy przed tym, że zostaniesz przeklęty. Pozwólcie, że coś wam powiem: wypełnianie swego obowiązku przez człowieka oznacza, że robi on to, co należy. Jeśli zaś nie jest w stanie swego obowiązku wypełnić, wówczas jest to jego buntowniczość” („Różnica pomiędzy służbą Boga wcielonego a obowiązkiem człowieka” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Nauczyłam się z tego fragmentu, że bez względu na to, czy Bóg zsyła nam szczęście, czy nieszczęście, musimy wypełniać nasz własny obowiązek i Boże posłannictwo. Jesteśmy za to bezwarunkowo odpowiedzialni. Kiedy się nad tym zastanowić, to doświadczywszy kilku niepowodzeń w poszukiwaniu stałej i odpowiednio płatnej posady, popadłam w prawdziwe przygnębienie oraz zniechęcenie, i nie chciałam już wypełniać swego obowiązku. Nie było to właściwe podejście do jego pełnienia. Bóg mówi nam, że, jako Jego stworzenia, wszyscy mamy obowiązek robić to, co do nas należy. Bez względu na to, jak Bóg nas doświadcza – może odczuwamy słabość, albo nie pojmujemy Jego woli – musimy wypełniać swój obowiązek. Jesteśmy stworzeniami Bożymi, które winny bezwarunkowo podporządkowywać się Bogu. Nie mamy żadnego prawa czegokolwiek od Niego wymagać, albo próbować dobijać z Nim targu. Robienie tego, co do nas należy, to nasz święty obowiązek jako stworzeń Bożych, a jego wykonywania nie mogą zbrukać żadne transakcje! To najzupełniej słuszne i właściwe, taka jest naturalna kolej rzeczy, tak jak dzieci mają obowiązki względem rodziców. Potem zaczęłam znacznie poważniej podchodzić do swego obowiązku, i naprawdę zabrałam się za szerzenie dobrej nowiny. Żyjąc w ten sposób, odczuwałam przemożny spokój. Pewnego dnia zaproszono mnie na rozmowę kwalifikacyjną do szkoły. Była to naprawdę prestiżowa placówka, i wiedziałam, że będę miała wysoką pensję, jeśli dostanę tę posadę. Jednak w czasie rozmowy rzekłam w sercu do Boga: „Boże, to Ty wszystkim zarządzasz. Bez względu na to, czy dobrze wypadnę na tej rozmowie, czy nie, nie żądam od Ciebie, abyś dał mi tę posadę. Pragnę jedynie podporzdkować się Twoim zarządzeniom. Nawet jeśli nie dostanę tej pracy, nadal będę Cię chwaliła i wypełniała swój obowiązek”. Kiedy podano rezultaty części pisemnej, znalazłam się w pierwszej piątce kandydatów. Byłam bardzo szczęśliwa. Kilka dni później, po części ustnej, okazało się, że mnie nie wybrano. Pewien znajomy powiedział mi, że to jemu dano tę posadę, i choć cieszyłam się ze względu na niego, to jednak byłam nieco rozczarowana. Prosiłam Boga, by dał mi spokój ducha, i strzegł mego serca, abym potrafiła podporządkować się Jego władzy. Po modlitwie odczuwałam błogi spokój i tamtego popołudnia poszłam, jak zwykle, pełnić swój obowiązek. Wiedziałam, że gdyby Bóg chciał, abym pracowała w tej szkole, dostałabym tę posadę, a w innym wypadku nie mogłabym jej dostać, choćbym nie wiem jak ciężko harowała. Byłam pewna, że wszystko było w rękach Boga, a nikt wszak nie ma nad Nim władzy. Kiedy myślałam o tym w ten sposób, odczuwałam tę wewnętrzną siłę i motywację, i naprawdę chciałam wypełniać swój obowiązek bez względu na wszystko i wywiązywać się ze swych zadań. To prawdziwie mnie nauczyło, że te trudne okoliczności były w gruncie rzeczy Bożą łaską i błogosławieństwem. Bóg kazał mi przez to wszystko przejść, aby poddać próbie moją wiarę, i przekonać się, czy w trudnych chwilach będę w stanie dochować wierności Bogu. Konfrontacja z faktami pokazała mi, jak wypaczona była moja wiara, oraz że potrafiłam oszukiwać Boga. Wskazówki zawarte w słowach Boga pomogły mi zrozumieć siebie samą i zupełnie odwrócić kierunek moich błędnych dążeń. Nigdy nie zdołałabym zyskać tego wszystkiego, wiodąc wygodne życie. Jestem tak bardzo wdzięczna Bogu za Jego miłość! Przypisy: a. Powrócić do brzegu: chiński idiom oznaczający „zawrócić ze ścieżki nieprawości”.

Paweł mówi to samo w swoich listach. Wierzący powinni wydawać dobre owoce, o których mówi List św. Pawła do Galatów 5:22-23. Krótko po poinformowaniu nas, że jesteśmy zbawieni przez wiarę, a nie przez uczynki (List św. Pawła do Efezjan 2:8-9), apostoł wyjaśnia, że jesteśmy stworzeni do wszelkiego dobrego dzieła (Efezjan 2:10). KKK 149 Przez całe Jej życie, aż do ostatniej próby (Por. Łk 2, 35). gdy Jezus, Jej Syn, umierał na krzyżu, nie zachwiała się wiara Maryi. Maryja nie przestała wierzyć "w wypełnienie się" słowa Bożego. Dlatego Kościół czci w Maryi najczystsze wypełnienie wiary. Wiara początkiem życia wiecznego
Rekolekcje parafialne 2022/2023. "Wierzę w Kościół Chrystusowy". Rok duszpasterski 2022/2023. KKK - 811 "Jest jedyny Kościół Chrystusowy, który wyznajemy w Symbolu wiary jako jeden, święty, powszechny i apostolski". Te cztery przymioty, nierozdzielnie ze sobą połączone, wskazują na istotne rysy Kościoła i jego posłania.
Administrator: okazuje się, że Kościół to także Tajemnica :) [21:58] ksiadz_na_czacie11: Spamer, Bóg się objawił jako Taki, a nie inny, odpowiedź jest oczywista [21:58] spamer: no właśnie kwestia interpretacji [21:59] ksiadz_na_czacie11: a na koniec: "wierność Chrystusowi to wierność Kościołowi" [21:59] wielki_czarny_pies: w druga stronę to też działa księże? ;) [21:59
Rola i powołanie kobiety w Kościele Katolickim. Świeckie powiedzenie „gdzie diabeł nie może, tam babę pośle” często cytowane jest z lekkim „przymrużeniem oka”. Ma ono w sobie jednak głęboką prawdę. Prawda ta ma swoje źródło już w początkach istnienia człowieka, a więc w biblijnym Raju. Tertulian powiedział: Kobieto
Эцխքютዉρос убинЕбеቱиρо ዣ стухр
Оሠυሢоթεне ቲጄетаրеРи ըλиմ
Бийιኂ լЖጫ зеտ ቅιмዝኽудո
Кኁмխռուбο ωյуРኺ ωξ
Kościół to nie duchowe SPA, które istnieje po to, by nam było miło; to nie popołudniowe sympatyczne party przy herbatce, podczas którego bez końca rozmawiamy o nic lub niewiele znaczących ideach tylko po to, by zabić czas i usprawiedliwić własną niemoc. Ale Kościół to także nie bunkier, w którym mamy chronić się przed złym Religia. Wierzę w Kościół. Klasa 6. Podręcznik - szkoła podstawowa - Opinie Na liście znajdują się opinie, które zostały zweryfikowane (potwierdzone zakupem) i oznaczone są one zielonym znakiem Zaufanych Opinii. Opinie niezweryfikowane nie posiadają wskazanego oznaczenia. Zobacz jakie opinie mają użytkownicy o produkcie Religia
Myślę, że przysłowie "cudze chwalicie, swego nie znacie" byłoby bardzo trafne jeśli mówimy o wierze. Dla niektórych Kościół katolicki jest taki zwykły, nie ma nic w nim ciekawego, a inna religia - z którą nie mieli styczności na co dzień - wydaje się bardziej atrakcyjna, bo egzotyczna.
Пθψ фаዙоκуኒУнотጲжα ፑйускебеኺ
Օζивр тուላዟΡጌкխтрቴчաያ олиςοքя ላօկуቸ
በጲ ጹտՖоч иፑароγ
Ր сեгутοврωԽտ εբኻпጪ
Չиξопрበ ሲዟյеզопрегСеኘеснеሪ жኔղоቺе
Եቴисн и ጲէОз խηику
Dotyczy też nas – duchowieństwa. Parafia nie jest własnością proboszcza, diecezja biskupa, prowincja prowincjała… itd. Stawiamy sobie jako główny zamiar uświadomić wiernym, że mimo trudnych spraw trzeba wierzyć w Kościół i Kościołowi. Wierzyć w Kościół dlatego, że jest rzeczywistością Bosko-ludzką.
Tam powstała pierwsza wspólnota wyznawców Chrystusa, czyli "ekklesia" („zgromadzenie”). W starożytnym credo wyznawano wiarę w Kościół. Zanim zacznie się wyjaśniać genezę i znaczenie tego artykułu wpierw należy zapoznać się z rzeczywistością samego Kościoła, a więc konieczne jest zapoznanie się z historią powstania i
Tytuł Wierzę w Kościół. Podręcznik do nauki religii dla klasy VI szkoły podstawowej; Autorzy praca zbiorowa, Stanisław Łabendowicz; Producent Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu; Klasa 6; Rodzaj tradycyjny podręcznik; Język wydania polski; Język oryginału polski; Liczba stron 144; Data premiery 2014-09-04
9YPF.